sobota, 10 listopada 2012

Olejek idealny? Tak, to on! Olejek łopianowy z kiełkami pszenicy i olejkiem jojoba.

Już po tytule można wyciągnąć wniosek, jaki charakter będzie miała dzisiejsza recenzja. Otóż, udało mi się znaleźć, po długich i ciężkich poszukiwaniach, olejek idealny. Jest nim rosyjskie cudeńko w postaci olejku łopianowego z kiełkami pszenicy i olejkiem jojoba firmy Nevskaya Korona. Jestem pewna, że na tym produkcie skończyły się moje poszukiwania olejowego hitu. Ten sprawdza się u mnie tak rewelacyjnie, że nawet ciężko dobrać mi odpowiednie słowa, aby wyrazić to co czuję:D

Skład:
bardzo krótki i niezwykle treściwy, czyli to co lubię najbardziej:)
Olus (olej roślinny), Arctium Lappa (olej łopianowy), Buxus Chinensis (olej jojoba), Triticum Vulgare (olej z kiełków pszenicy).

Olej mamy dostępny w 5 wersjach:
* czysty olej łopianowy
* z kiełkami pszenicy i olejkiem jojoba
* z drzewem herbacianym
* z rumiankiem
* z witaminami

Cena, dostępność i pojemność:
Za 150 ml płacimy:
* ok. 14 zł w Setare.pl KLIK
* 13,90 zł w Kalina-sklep.pl KLIK
Za taką jakość cena jest wręcz śmiesznie niska:)



Co mówi producent?:

"Olejek stanowi naturalny multiwitaminowy preparat zawierający optymalny zestaw witamin, soli mineralnych i kwasów, dzięki temu skutecznie rozwiązuje problemy skóry głowy oraz włosów w krótkim czasie. Szczególnie polecany do stosowania przy łamliwości włosów, utracie elastyczności, wypadaniu włosów. A także przy łupieżu i nadmiernym wysuszeniu skóry głowy.
SPOSÓB UŻYCIA: Olejek jest bardzo skuteczny przy  regularnym codziennym stosowaniu. Przywraca sprężystość nasady włosa. Sprawia, że włosy stają się mocne i lśniące. Intensywnie nawilża skórę głowy. Niewielką ilość olejku nanieść na włosy i delikatnymi ruchami, przez ok. 10 min, wmasować w skórę głowy. Zmywa się bardzo łatwo przy użyciu neutralnego szamponu. Kuracja powinna trwać  6 miesięcy. Nie zawiera konserwantów i syntetycznych dodatków."

Konsystencja: Jest mało "tłusta" jak na olej. Dość rzadka i lekka. Bardzo dobrze rozprowadza się na włosach.

Zapach: Bardzo delikatny, przyjemny. Wyczuwalny tylko podczas aplikacji, co dla mnie jest ogromnym plusem. Podczas jego używania można zapomnieć o męczących i śmierdzących zapachach niektórych olejków (np. Sesa)

Wydajność: zaskakująco dobra! Używam tego olejku 2 razy w tygodniu, już od 3 miesięcy i ubyło dopiero połowę buteleczki.


                                                                             Działanie:                                                                         
Mogę podpisać się rękami i nogami pod tym co mówi producent. Olejek ten stał się moim absolutnym hitem:)
Po pierwsze niesamowicie nabłyszcza moje włosy, które od zawsze były matowe. Teraz lśnią niczym tafla, jeszcze nigdy nie widziałam ich w tak dobrej kondycji. Poza tym bardzo mocno nawilża, wygładza. Włosy zdecydowanie mniej się puszą ( świetnie sprawdzi się u dziewczyn z wysoką porowatością, którym nie służy olej kokosowy). Pomagał mi też "zregenerować" włosy po hennie.
Co więcej, daje uczucie aksamitnej miękkości i gładkości. Zauważyłam również, że podkreśla i wzmacnia skręt. Dobrze nawilżone i odżywione włosy znacznie lepiej się układają. 
Fenomenalnie działa również na skórę głowy. Uspokaja ją, łagodzi podrażnienia. Jest też na tyle lekki, że nie powoduje wzmożonego wypadania. Producent obiecuje wręcz wzmocnienie cebulek, jednak lojalnie uprzedza o konieczności regularnego stosowania i efektach widocznych dopiero po 6 miesiącach. Olejek ten stosuję dopiero od trzech miesięcy, więc póki co nie odnotowałam wpływu na ilość wypadających włosów, patrząc jednak na skład wydaje się, że faktycznie może zadziałać:)
Olejek bardzo łatwo zmywa się delikatnymi szamponami. Nie obciąża włosów, lecz idealnie dociąża. Nie przyspiesza przetłuszczania się włosów.

Tak więc, jak wspomniałam w tytule, odnalazłam mój olejowy ideał. Spełnia absolutnie wszystkie moje oczekiwania. Moje włosy kochają oleje, a ten jest spełnieniem ich marzeń.
Myślę, że wypróbuję inne wersje tego olejku. Jestem bardzo ciekawa czy będą one równie dobre jak ten:)

Bardzo, baaardzo polecam:)

Pozdrawiam,
Magdalen...

czwartek, 8 listopada 2012

Recenzja porównawcza dwufazowych płynów do demakijażu oczu Bielenda

W kwestii demakijażu, kieruję się jedną zasadą: Ma być szybko i dokładnie:) Myślę, że większość z Was również nie przepada za męczącym zmywaniem makijażu, kiedy nasze oczy nieubłaganie się zamykają po długim, ciężkim dniu, a łóżko działa na nas ogromną siłą przyciągania:)
Dwufazówki z Bielendy bardzo pomagają mi w codziennym zmaganiu się z tym rytuałem:)
Wszystkie wypróbowane przeze mnie płyny bardzo skutecznie i szybko zmywają makijaż oczu. Wystarczy kilka "pociągnięć" i wszystko przepięknie schodzi. Jest to duża oszczędność czasu i naszych nerwów:)
Wcześniej używałam dwufazówki z Ziaji i nie było tak kolorowo. Nie dość, że demakijaż trwał bardzo długo (musiałam wiele razy pocierać oko, co wiązało się z podrażnieniem), to codziennie doznawałam jakże nieprzyjemnego pieczenia oczu. Tutaj nic takiego nie ma miejsca. Demakijaż nie powoduje podrażnień, pieczenia ani zaczerwienienia oczu. 
Warto też wskazać, iż obie fazy po wstrząśnięciu, dość długo utrzymują się zmieszane. Mamy więc wystarczająco dużo czasu, aby nasączyć wacik.
Co do zmywania makijażu wodoodpornego, nie mam niestety doświadczenia, ponieważ takiego nie stosuję. Podejrzewam jednak, że poradziłyby sobie z jego zmyciem.

Dwufazówki Bielendy są w średnio wydajne (nie spotkałam jeszcze bardzo wydajnej dwufazówki, zazwyczaj szybko się kończą).

Cena, dostępność i pojemność:
 Ok. 7 zł
Pojemność: 125 ml
Dostępność: wszędzie ich pełno:) np. Natura, supermarkety, czasami Biedronka.


<= Otwór, przez który dozujemy produkt ma odpowiednią wielkość. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się wylać zbyt dużo. Butelka jest szczelna (nic nie przecieka) i mocna (zaliczyła kilka upadków, z których wyszła cało, bez żadnych uszkodzeń)








Wersja z Bawełną:












Producent obiecuje nam wzmocnienie rzęs. Czy coś takiego zauważyłam? Raczej nie.. Wersja ta, jak pozostałe, bardzo skutecznie usuwa makijaż, jednak w odróżnieniu od reszty najbardziej mgli oczy. Nie jest to jednak jakaś bardzo duża mgła (nie może równać się z tą po olejku myjącym z BU), jednak lekko irytująca:) Poza tym, zdarzyło mi się, że kiedy wpadło mi odrobinę produktu do oczu, troszkę szczypało. Jednak kiedy nie wprowadzimy go do oka, nic takiego nie ma miejsca. Jest wystarczająco delikatny. Z pośród tych trzech zostawia najbardziej tłustą warstwę wokół oczu. Mi osobiście to nie przeszkadza, ponieważ zaraz po demakijażu oczu idę myć resztę twarzy.


Wersja z Avokado:













Również bardzo dobrze zmywa makijaż.
Znacznie mniej mgli oczy (tylko minimalnie na kilka minut po użyciu). Kiedy wpadnie nam do oka, szczypie mniej niż w przypadku wersji z bawełną.
Mniej tłustej warstwy wokół oczu.





Wersja z czarną oliwką:













Jako ostatni - mój ulubieniec. U mnie sprawdza się lepiej od pozostałych. Dlatego, że kompletnie nie mgli oczu. Po dostaniu się do oka, nic nie piecze, ani nie szczypie, nawet w stopniu minimalnym.
Mam też wrażenie, że faktycznie korzystnie wpływa na skórę wokół oczu. Nie zostawia tłustego filmu.
Co do skuteczności zmywania makijażu radzi sobie podobnie jak poprzednicy, czyli bardzo dobrze:)

Podsumowując, bardzo polecam wszystkie rodzaje płynów dwufazowych od Bielendy. Szczególnie jednak wersję z czarną oliwką, ona najbardziej przypadła mi do gustu:)
Jeżeli lubicie zmywać makijaż takimi produktami, myślę że Bielenda sprosta Waszym oczekiwaniom:)

Pozdrawiam,
Magdalen...

sobota, 3 listopada 2012

TAG - moje włosy w pigułce

Dzisiaj będzie pierwszy TAG w mojej blogowej historii:) Jestem bardzo podekscytowana z tego powodu, więc szybko zabieram się do odpowiedzi na poniższe pytania...

Zostałam otagowana przez kubekczekolady, której jeszcze raz bardzo dziękuję:)
                                                                               Zasady:
                                                              *odpowiedzieć na pytania
                                                              * otagować 5 osób
                                                              * podziękować osobie, która nominuje
1. Twój naturalny kolor włosów?
Mój naturalny kolor jest bardzo popularny wśród Polek.
"Mysi", coś w kierunku ciemnego blondu, lecz z lekko rudawymi refleksami. Nigdy mi się nie podobał. Zawsze marzyłam o ciemniejszych włosach...

2. Twój obecny kolor włosów?
Ciemny brąz. Włosy farbuję henną Khadi w takim odcieniu i muszę przyznać, że zakochałam się w tym kolorze. Jest on poniekąd spełnieniem moich włosowych marzeń;) Kolor jak dla mnie idealny:)

3. Aktualna długość Twoich włosów?
ok. 34 cm

4. Długość, na jaką chciałabyś zapuścić włosy?
Bardzo chciałabym, aby moje włosy osiągnęły długość do wcięcia w talii. Od zawsze chciałam mieć długie włosy. Mam więc nadzieję, że teraz, przy intensywnej pielęgnacji, uda mi się wyhodować piękne i przede wszystkim zdrowe kłaczki:)

5. Jak często podcinasz końcówki?
Staram się robić to co 5-6 miesięcy. Mam to szczęście, że moje końcówki (o dziwo!) są zawsze w dobrej kondycji, mimo że nigdy nie pamiętam o ich zabezpieczaniu. W związku z tym, nie widzę potrzeby częstszego tracenia jakże cennych centymetrów;)

6. Twoje włosy są proste, kręcone czy falowane?
Tutaj nie mogę się zdecydować między opcją kręcone czy falowane... Wszystko zależy od dnia, użytych kosmetyków. Raz włosy skręcą się dość mocno (na przodzie tworzą się wręcz spiralki), drugi raz układają się tylko w fale. Moje włosy określam więc jako: loko/fale:)

7. Jaką porowatość mają Twoje włosy?
Myślę, że jest to porowatość wysoka. Nie lubią się z olejem kokosowym, są bardzo podatne na układanie oraz szybko schną.

8. Jakie są Twoje włosy (np. normalne, przetłuszczające się, suche itd.)?
Są skłonne do nadmiernego puszenia się. Poza tym w związku z ich wysoką porowatością łatwo ulegają przesuszeniu. Jeżeli, choćby na chwilę, przestałabym o nie intensywnie dbać - efekt siana gwarantowany.
Moje włosy są grube, gęste i często zbyt dużo ich wypada.

9. Jak wygląda Twój codzienny włosowy rytuał pielęgnacyjny?
Taki typowo codzienny to spryskanie włosów delikatną mgiełką i w drogę...:)
Włosy myję średnio co 3 dni. Przed tym nakładam olej, na możliwie jak najdłuższy czas. Zmywam tą najbardziej tłustą warstwę płynem Facelle. Następnie myję włosy w miarę delikatnym szamponem (obecnie są to produkty rosyjskie) i nakładam odżywkę lub maskę (zdecydowanie częściej maskę:)). Po spłukaniu odciskam włosy z nadmiaru wody bawełnianą koszulą zgodnie z zasadami CG (ugniatając z dołu do góry).
Do "stylizacji" używam tylko odżywki b/s Joanny, również wgniatając ją w mokre włosy. Suszę je naturalnie, bez suszarki.

10. Czego nie lubią Twoje włosy.
Nienawidzą wręcz wiatru. To zabójstwo dla mojej fryzury. Skręt ulega całkowitemu zniszczeniu i na głowie pojawia się niedający się okiełznać puch.
 Nie lubią też czesania (nawet na mokro lub podczas gdy mam nałożoną odżywkę) oraz suszenia suszarką.
Poza tym zaczynają szaleć kiedy jest zbyt duża wilgotność powietrza (muszę zwracać uwagę na punkt rosy), oraz kiedy temperatura przekracza 30 stopni Celsjusza. Nie lubią również mocno wiązanych upięć.

11. Co lubią Twoje włosy?
Przede wszystkim oleje:) To w znacznym stopniu właśnie dzięki nim stan moich włosów uległ znacznej poprawie:) Uwielbiają również pielęgnację obfitą w maski.

12. Jaka jest Twoja ulubiona fryzura?
Mam dwie lewe ręce do robienia jakichkolwiek fryzur. Szczytem moich możliwości jest związanie "kucyka":D Nawet ładnego warkocza nie potrafię sama spleść:) Tak więc moją ulubioną fryzurą są po prostu rozpuszczone włosy:)

13. Gdyby Twoje włosy umiały mówić to co by powiedziały?
"Nakładaj na nas duuuużo pysznych masek i olejków":)


Nie taguję nikogo konkretnego, zapraszam do wzięcia udziału w tej zabawie wszystkich chętnych:)

czwartek, 1 listopada 2012

Farbowanie włosów henną - Khadi Ciemny Brąz

Moje włosy farbuję już od dłuższego czasu, zawsze jednak do tego celu używam henny. Moje eksperymenty z farbowaniem włosów rozpoczęły się ok. 3 lata temu. Wtedy to pierwszy raz postanowiłam zmienić kolor moich włosów. Zawsze marzyłam o ciemnych, jednak nie do końca czarnych włosach. Mój naturalny kolor nigdy mi się nie podobał, ponieważ jest przeciętny, "mysi", coś w kierunku ciemnego blondu. Pamiętam, że na pierwsze farbowanie poszłam do fryzjera. Sama bałam się używać farby. Niestety, efekt mnie nie zadowolił. Kolor nie wyszedł taki jak sobie wymarzyłam, co więcej farba chemiczna strasznie zniszczyła moje włosy i sprawiła, że długo wypadały jak szalone. Szczęście, że miałam wtedy krótkie włosy, które szybko odrosły. Dziś już nie mam śladu po tym zdarzeniu.
Około rok temu, kiedy wkręciłam się w blogowy świat, usłyszałam o farbowaniu włosów henną. Bardzo mnie to zainteresowało i postanowiłam spróbować. Od tego czasu nie roztaję się z henną...

Zawsze sięgam po hennę Khadi w kolorze Ciemny Brąz. Z pewnością mogę stwierdzić, że to jest właśnie kolor o którym zawsze marzyłam...
Piękna, głęboka, gorzka czekolada w chłodnej tonacji...

Za co jeszcze uwielbiam hennę?
Za to, że kompletnie nie niszczy mi włosów. Wręcz przeciwnie wzmacnia je (dzięki zawartości ziół ajurwedyjskich), odżywia i niesamowicie nabłyszcza. Efekt blasku pojawia się po pierwszym myciu.
Jest to produkt naturalny, nie zawiera żadnych chemikaliów (takich jak: utleniaczy, wzmacniaczy koloru, konserwantów, sztucznych barwników i zapachów). Dlatego też henną nie możemy rozjaśnić włosów, jedynie przyciemnić.

                                                                              Skład:                                                                             
Indigofera Tinctoria (Indigo), Lawsonia Inermis (Henna), Emblica Officinalis (Amla), Eclipta Alba (Bhringaraj), Azadirachta Indica (Neem) 


Cena i dostępność:
*setare.pl KLIK 25 zł
*helfy.pl KLIK 26 zł
Do wyboru mamy różne kolory henny. KLIK


<=Kilka słów od producenta.


 Instrukcja TUTAJ


Waga: 100 g
Na moją długość włosów jedno opakowanie wystarcza mi idealnie. Myślę że, dziewczyny z długimi lub bardzo gęstymi włosami będą potrzebowały 2 opakowań.







Zawartość opakowania:



W pudełeczku oprócz henny znajdujemy dodatkowo czepek (jest bardzo przydatny nie tylko do farbowania, ale potem również do maseczek), instrukcję, rękawiczki (nie polecam ich używania. Są bardzo duże, ześlizgują się z dłoni i bardzo niewygodnie się z nimi pracuje. Ja zawsze używam gumowych, idealnie przylegających do dłoni
rękawiczek).

                     Zapach henny:                
Jest bardzo intensywny, typowo ziołowy. Osobiście bardzo mi się podoba. Całkowicie znika z włosów dopiero po drugim myciu. Przed tym jest wyczuwalny, ale znacznie mniej, niż w czasie samej aplikacji. Jednak dla osób nie przepadających za zapachem ziół lub nadmiernie wyczulonych na intensywne zapachy może okazać się wręcz nie do zniesienia.
---------------------------------------------

Po rozcięciu pierwszej, zielonej torebki, naszym oczom ukazuje się druga, tym razem przezroczysta torebka z zielonym proszkiem w środku. Dzięki takiemu opakowaniu możemy mieć pewność, że nikt nie gmerał w produkcie oraz że jest świeży i nie nawilgnięty.








                                  Jak wygląda cały proces farbowania? Opis krok po kroku.                                   



1. Wsypujemy zawartość opakowania do miski. 

Warto użyć w tym celu naczynia, które nie złapie koloru, lub takiego na którym nam nie zależy.

Miska powinna być też wystarczająco duża, aby proszek podczas mieszania nie wysypywał się na zewnątrz.



2. Do proszku wlewamy przegotowaną, gorącą wodę (producent wskazuje na temperaturę 50 stopni Celsjusza). Nie mierzę jednak temperatury termometrem:D Robię to "na oko", wkładam palca do garnuszka i woda musi być na tyle ciepła, że mój palec nie może tam wytrzymać i muszę go czym prędzej wyciągnąć. Ale uwaga aby się nie poparzyć! Woda musi przed tym chwilę posiedzieć i lekko ostygnąć.

Tutaj trzeba zacząć również uważać, aby nie wlać zbyt dużo wody. Najlepiej robić to etapami, dolewając po trochę, mieszać i oceniać...
Dążymy do uzyskania konsystencji gęstej śmietany.


<=Tutaj widać, że jest jeszcze zdecydowanie za mało wody.

Teraz henna jest zbyt gęsta i bardzo tępa. W takiej formie nie ma możliwości nałożenia jej na włosy.

Ostrożnie dolewamy więc wodę, mieszamy i bacznie obserwujemy:)



<=Tutaj jest już prawie dobrze, wystarczy jeszcze tylko trochę wody. Dokładnie mieszamy...(ja robię to trzonkiem od drewnianej łyżki kuchennej)

Na tym etapie możemy wzbogacić naszą mieszankę o różne dodatki. Np. odżywkę bez silikonów (ok.2 łyżki), mleko, jogurt. Mają one na celu zmniejszenie uczucia tępych włosów (które zaraz po spłukaniu henny jest absolutnie normalne). Należy pamiętać, aby nie dodawać olei!
Co więcej, dla zgłębienia i przedłużenia trwałości koloru możemy zamiast wody użyć mocnej kawy lub czarnej herbaty (z dodatkiem soku z cytryny).

<=Mogłoby się wydawać, że jest już w porządku. Jednak nie do końca. Wprawdzie wody jest już dostatecznie dużo, jednak w naszym mazidle są jeszcze grudki, które są niedopuszczalne. Henna musi być bardzo dobrze wymieszana, proszek i woda idealnie połączone:)




<=Teraz konsystencja jest idealna - jednolita i gładka. Nie ma grudek.

Pora przystąpić do aplikacji.
(W czasie kiedy papka stygnie stopniowo gęstnieje, dlatego w czasie nakładania możemy dodać jeszcze odrobinę wody, aby henna lepiej się rozprowadzała na naszych włosach)


3. Taką wciąż ciepłą papkę nakładamy starannie na włosy. Ja zawsze proszę kogoś o pomoc, ponieważ dokładne i równomierne rozprowadzenie tej gęstej mieszaniny na swojej głowie jest dość trudne. WAŻNE: włosy muszą być świeżo umyte i jeszcze dość mocno wilgotne. Do mycia najlepiej użyć mocnego szamponu (z SLS), po umyciu nie stosujemy żadnej odżywki. Co więcej, producent zaleca odstawienie wszelkich produktów zawierających silikony na co najmniej tydzień przed farbowaniem. 
4. Układam pokryte henną włosy na czubku głowy i nakładam dwa czepki. Następnie ubieram dwie czapki i całość dodatkowo owijam szalikiem. Bardzo ważne jest utrzymanie odpowiedniej temperatury, inaczej henna nie połączy się dobrze z naszymi włosami.



Z takim turbanem na głowie chodzę 2-3 godziny.
Producent zaleca trzymać hennę od 30 min do 2 godzin, jednak ja przetrzymuję trochę dłużej, wtedy kolor jest bardziej intensywny.




5. Po upływie wyznaczonego czasu, dokładnie spłukujemy hennę samą wodą. Nie używamy żadnego szamponu lub innych kosmetyków - tylko czysta woda. Nie przeraźmy się widokiem spływającej wody:D Jest bardzo ciemna, niebiesko-zielona z widocznym proszkiem. Włosy musimy płukać tak długo aż woda będzie całkowicie czysta (wskazana jest tu cierpliwość, dokładne wypłukanie henny zajmuje troszkę czasu). Uważajmy aby się przy tym nie pobrudzić. Tak samo podczas nakładania henny starajmy unikać się brudzenia skóry. Raz pomalowałam henną ucho, nie zauważyłam tego, trzymałam do czepkiem 2 godziny. Później widoczna była delikatna plama, która na szczęście zeszła wraz z mydłem:)
WAŻNE: włosów nie myjemy dwie doby po farbowaniu. W tym czasie kolor się rozwija, pogłębia i ciemnieje.

                                              Inne spostrzeżenia dotyczące farbowania henną:                                            
Po zmyciu henny włosy są tępe, szorstkie i matowe. Taki jej urok) Zawsze więc wiążę "kucyka" i tak czeszę się przez dwa najbliższe dni. W innym wypadku włosy bardzo brudzą kark i ubranie. Odradzam noszenia jasnych bluzek zaraz po farbowaniu. Podobnie jest w przypadku naszych rąk. Gdy dotykamy włosów szybko stają się błękitne. Na szczęście problem ten całkowicie mija już po pierwszym myciu (z naszych włosów spływa wtedy jeszcze mocno niebieska woda). Polecam użyć mocno nawilżającej i odżywczej maski, aby nawilżyć włosy szorstkie po hennie. Po takim zabiegu naszym oczom ukazuje się przepiękny efekt! Nie ma śladu po suchości i szorstkości. Włosy są niesamowicie błyszczące i pogrubione.  Nabierają pięknego koloru i trójwymiarowości (nie ma mowy o efekcie sztucznego hełmu). Ponadto włosy kompletnie nie wypadają (jak było w przypadku farby chemicznej), są znacznie bardziej wzmocnione.

                                                                              Trwałość:                                                                     
W moim przypadku, z każdym kolejnym farbowaniem kolor był bardziej trwały. Pamiętam, że pierwsze "hennowanie" skończyło się wypłukaniem koloru już po 2 tygodniach(!). Nie zraziłam się jednak i za każdym razem było lepiej. Obecnie używałam henny już chyba siedmiokrotnie i mocny efekt utrzymuje się około dwóch miesięcy.

                                                                              Efekt:                                                                          
Efekt henny możecie zobaczyć w moich comiesięcznych włosowych aktualizacjach TUTAJ i TUTAJ.
Jednak zrobiłam kilka świeżych zdjęć tuż po farbowaniu:


Mam nadzieję, że udało mi się wyczerpać temat farbowania włosów henną:)
Jeżeli jednak coś pominęłam lub macie jakieś pytania, śmiało piszcie w komentarzach:)

Pozdrawiam,
Magdalen...

niedziela, 28 października 2012

Jesienne zdobycze

Uwielbiam jesienne kolekcje w sklepach odzieżowych. Zawsze coś sobie tam upoluję...:) Kilka dni temu odwiedziłam H&M, gdzie zachwyciłam się wspaniałą kolekcją. Podobało mi się niemal wszystko. Jesienne ciuszki są bardzo w moim stylu. Nie mogłam więc wyjść stamtąd z pustymi rękoma. Następnie wybrałam się New Yorkera. Jak już kiedyś wspominałam, jest to jeden z moich ulubionych sklepów. O dziwo, nowa kolekcja nie zachwyciła mnie na tyle, abym musiała sobie coś kupić. Czując nieuchronnie zbliżającą się zimę, postanowiłam zaopatrzyć się tylko w cieplutką czapkę...:)

Zakupy H&M:


"Dziurawy" sweterek. Bardzo mnie zauroczył:)
Mimo, że jest to rozmiar S, sweter jest dość szeroki, z nieco dłuższym tyłem.
Najlepiej wygląda z białym topem pod spodem:)

Cena: 59,90 zł





























Pastelowo-różowe spodnie z wysokim stanem. Uwielbiam spodnie tego typu, nie znoszę wręcz typowych biodrówek.
Cena: 79,90 zł
Rozmiar: 36

Kremowo biała bluzka z koronką.
Cena: 
39,90 zł
Rozmiar: XS





Zakup z New Yorkera:

Biała, wełniana czapka. Kupiłam ją aby zima w tym roku mnie nie zaskoczyła:) Zimowa czapka to dla mnie podstawa. Jak tylko temperatura zbliża się ku zeru, nigdy się z nią nie roztaję. Moje uszy bardzo szybko marzną, poza tym cała jestem strasznym zimorodkiem i zmarzluchem, lubię się więc grubo i ciepło ubierać:)




<=Cena: 19,90 zł

Czapka jest bardzo cieplutka i milusia...;)












Na koniec dwie rzeczy kosmetyczne:

Korzystając z ostatnich dni Rossmann'owskiej promocji postanowiłam zakupić krem do rąk. Potrzebowałam jakiegoś mocniej nawilżającego, cięższego wręcz tłustego kremu na noc. Z racji tego, że rozpoczyna się sezon grzewczy, taki krem był mi bardzo potrzebny na wysuszoną skórę dłoni. Przetestowałam już wybraną przeze mnie Isanę i muszę powiedzieć, iż spełnia moje oczekiwania. Nie nadaje się na dzień, długo się wchłania i zostawia tłustą warstwę, na noc jest zaś bardzo dobra:)

Doczekałam się też kremu Effaclar Duo.
Nie ukrywam, że dość długo zwlekałam z jego zakupem, bałam się tego typu specyfików. Stwierdziłam jednak, że chyba nic innego nie pomoże mojej szalejącej skórze, postanowiłam więc spróbować... Jestem już po 6 użyciach i ... chyba zapowiada się ciekawie...:)

To byłoby na tyle moich zakupowych szaleństw:D

Pozdrawiam,
Magdalen...

piątek, 26 października 2012

Aktualizacja włosów - październik 2012

Październik chyli się już ku końcowi, czas więc ponownie sięgnąć pamięcią wstecz i przeanalizować mijający już miesiąc:)

Październik był bezlitosny dla mojej czupryny. Chodzi tu przede wszystkim o jesienne wypadanie włosów. W tym miesiącu z głowy spadło mi ich naprawdę mnóstwo. Tak jest każdego roku, odkąd pamiętam. Dawniej jednak, nie zwracałam na to szczególnej uwagi. Teraz jako włosomaniaczka, bardziej to zauważałam i problem ten wręcz spędzał mi sen z powiek. Na szczęście sytuacja została opanowana. Tutaj moim wybawieniem była Babuszka Agafia w postaci toniku przeciw wypadaniu włosów (recenzja TUTAJ). Pragnę jeszcze raz podkreślić, iż produkt ten naprawdę zatrzymuje włosy na naszej głowie. Po raz kolejny mogłam się o tym przekonać. Jestem nim zachwycona i wiem, że już nigdy się z nim nie rozstanę:)
W pierwszej połowie października stosowałam kurację wzmacniającą z Joanny (KLIK), która nie wzmocniła moich włosów i nie zapobiegła ich wypadaniu.

Jeżeli chodzi o stan wizualny włosów to bywało różnie. Raz lepiej, raz gorzej. Dużą rolę odgrywała pogoda (punkt rosy). Zdarzały się dni szczególnego puchu i siana, ale były również momenty, kiedy byłam naprawdę zadowolona z moich włosów.

Nie zaniedbywałam olejowania, robiłam to bardzo regularnie. Przez cały miesiąc nie używałam prostownicy, suszarki czy lokówki (prawdę mówiąc nie używam ich w ogóle). 

W październiku postawiłam na maski do włosów. Odżywek używałam rzadko, maski wzięły górę:)
Przekonałam się również do silikonów. W małych, rozsądnych ilościach są dla mnie wręcz zbawieniem.
Wygładzają moje niesforne, wywijające się kosmyki, dodają włosom blasku.

Obecny wygląd moich włosów:
W poprzedniej, wrześniowej aktualizacji włosy wydawały się dłuższe. Sama nieźle się zdziwiłam, gdy to zauważyłam, bo przecież ich nie podcinałam. Zamiast urosnąć to same się "skróciły'? Nie:D Znalazłam odpowiedź na to pytanie. Robiąc wrześniowe zdjęcie, włosy były świeżo po umyciu (były jeszcze wilgotne). Moje włosy mokre/wilgotne wydają się znacznie dłuższe niż włosy całkowicie suche. Obecne zdjęcie zostało zrobione na drugi dzień od mycia. Włosy zdążyły się więc ugnieść i nieco "skurczyć"...:D

Oj, dużo jeszcze minie czasu zanim doczekam się upragnionej długości włosów. Żeby lepiej się mi je chodowało, wzięłam udział w akcji zapuszczania u frombodytohair. Chętni mogą zgłaszać się do 1.11.2012r

Jakich kosmetyków używałam najczęściej?
* szampon wzmacniający Receptury Babuszki Agafii: intensywnie testowany przez cały miesiąc. Już niedługo recenzja.
* płyn do higieny intymnej Facelle: idealny do zmywania olei. Zawsze usuwam nim tę najbardziej tłustą warstwę, następnie używam innego szamponu.
* Eva Natura szampon z czarną rzepą: ulubiony szampon z SLS. Recenzja TUTAJ.
* Tonik przeciw wypadaniu włosów Receptury Babuszki Agafii: absolutny HIT! Nigdy jeszcze nie byłam tak zachwycona żadnym produktem. Więcej: TUTAJ
* Alterra odżywka granat i aloes: na pewno napiszę o niej coś więcej.
* Olejek łopianowy z kiełkami pszenicy i olejkiem jojoba: stosuję go od ponad 2 miesięcy. Najwyższy czas naskrobać co nieco na jego temat.
* Maska toksańska: .....niedługo recenzja:)

I to by było na tyle moich październikowych przemyśleń. Ciekawa jestem co przyniesie nam listopad:)

W przyszłym tygodniu mam zamiar nałożyć hennę na włosy (ostatni raz farbowałam 10.10). Myślę, że zrobię małą fotorelację z tego procesu...:)

Pozdrawiam,
Magdalen...

wtorek, 23 października 2012

Rosyjski niewypał, czyli o masce łopianowej Babuszki Agafii słów kilka...

Niestety, trafiłam na rosyjski kosmetyk, którym jestem naprawdę zawiedziona. Mowa tutaj o łopianowej masce do włosów Babuszki Agafii. Po tak wielkim zachwycie bohaterską babuszką, nie spodziewałam się tak dużego rozczarowania (uwielbiam jej tonik przeciw wypadaniu oraz szampon). Co mi w niej nie odpowiada?Zainteresowanych zapraszam do dalszej części recenzji:)
         
         Co obiecuje nam producent=>


Cena i dostępność:
*bioarp.pl 20 zł KLIK
*kalina-sklep.pl 18,50 zł KLIK
*setare.pl 18 zł KLIK

Opakowanie to plastikowy słoiczek o pojemności 300 ml, z dodatkową przykrywką w środku. Do samego opakowanie nie mam żadnych zarzutów, dobrze się odkręca i zakręca, nawet przy mokrych dłoniach.

Konsystencja: bardzo rzadka, lejąca.
Jednak całkiem dobrze nakłada się ją na włosy i skórę głowy.

Maska jest wręcz "wpijana" we włosy, czego osobiście bardzo nie lubię.

Zauważyłam też, że podczas wmasowywania produktu w sklap tworzy się delikatna piana. Wydaje mi się, że jest to zasługa Cetrimonium Chloride w składzie.

Zapach: nie jest najgorszy, jednak nie jestem jego fanką. Jak dla mnie jest zbyt słodki i mdlący.


                                                                             Skład:                                                                           
Aqua with infusions of: Avena Sativa Oat, Betula Alba Juice, enriched by extract: Salvia Officinalis, Rubus Chamaemorus, Rhodiola Rosea, Cetrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum; cold pressed oils: Arctium Lappa Seed Oil, Ribes Nigrum Seed Oil, Linum Usitassimum Seed Oil; Phridoxine, Panthenol, Niacinamide, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid.

Otręby owsiane, sok brzozowy, szałwia, olej z nasion maliny moroszki, różaniec górski, olej z łopianu większego, olej z nasion czarnej porzeczki, olej z nasion lnu, witamina B6, witamina B5, witamina PP.





Wydajność: bardzo kiepska. Maska szybko ubywa z opakowania, przede wszystkim przez swoją płynną wręcz konsystencję. Poza tym, jest niemal w mgnieniu oka wchłaniana przez włosy, dlatego potrzeba jej dość dużo aby równomiernie i dokładnie pokryć całą długość włosów oraz skórę głowy.






                                                                           Moja opinia:                                                                           
Jak wspomniałam na początku nie polubiłam się z tą maską. Próbowałam używać jej na różne sposoby. Na 45 min pod czepkiem i ręcznikiem, na 10 min jako lekka odżywka. Efekt? Zawsze taki sam. PUCH!
Ogromny, niedający się okiełznać puch. Włosy są kompletnie nie dociążone. Maska jest zdecydowanie zbyt lekka. Co gorsza, mam wrażenie, że wręcz wysusza mi włosy. W dotyku są szorstkie oraz nie mają ładnego blasku. Najgorzej wyglądają końcówki. Wydają się być przesuszone i jakby zniszczone. Poza tym maska ta zepsuła mi skręt. Przez to, że włosy są suche, sianowate i rozpuszone, nie chcą się kręcić i ładnie układać. Są bardzo niepokorne, ciężko nad nimi zapanować. Wywijają się na wszystkie strony. Już podczas jej nakładania na włosy czuć tę szorstkość, przy spłukiwaniu zaś włosy są lekko poplątane. Nie ma gładkiej tafli.
Jedynie sprawdza się nakładana na sklap, ponieważ nie obciąża, łagodzi podrażnienia i nawilża skórę głowy. Włosy są odbite u nasady. Co do wzmocnienia, póki co nic takiego nie zauważyłam. Mimo, że na sklap stosowałam ją przy każdym myciu, również wtedy kiedy miałam włosowy kryzys (przez porę roku włosy wypadały mi garściami) i niestety, maska na to nic nie zaradziła. Pomogła dopiero Babuszka Agafia w innym wydaniu - toniku przeciw wypadaniu.
Moje włosy włosy wyglądają po niej tak fatalnie, że nie nadają się do noszenia rozpuszczonych. Zostaje tylko związać "kucyka" lub zrobić jakieś inne upięcie, inaczej nie mogę znieść ich widoku.

Próbowałam zrobić zdjęcia włosów po tej masce. Niestety, nie oddają one do końca faktycznego ich stanu. W rzeczywistości jest jeszcze gorzej;/

Oj, ponarzekałam sobie troszkę...:D
Wiem, że u wielu dziewczyn maska ta świetnie się sprawdza. U mnie niestety tak nie było. Być może z tego względu, że jak już kilkakrotnie wspominałam, moje włosy mają tendencję do nadmiernego puszenia się. Dlatego poprzeczka jaką stawia moja czupryna produktom do włosów jest dość wysoka.
Słyszałam też, że maska drożdżowa i jajeczna z tej samej serii są znacznie lepsze. Jednak wątpię czy będę chciała je wypróbować, zbyt się zniechęciłam:)

A tak dla odmiany, niedługo pojawi się bardzo wychwalająca recenzja innej maski do włosów, której działaniem jestem wręcz zachwycona:)

Pozdrawiam,
Magdalen...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...