środa, 10 października 2012

Everyday Minerals - moje róże i bronzery

Moja przygoda z minerałami rozpoczęła się już dość dawno. Kiedyś pisałam już o moim ulubionym podkładzie mineralnym do codziennego stosowania KLIK. Dziś natomiast napiszę parę słów o moich różach i bronzerach Everyday Minerals.
Nie mam niestety pełnowymiarowych opakowań, a próbki zamówione na all za grosze (ok. 3 zł). Pomyślałam, że zamówię kilka, szybko zużyję, wybiorę te, które najbardziej przypadną mi do gustu i wtedy kupię pełnowymiarowe słoiczki. I tu się myliłam, myśląc że pójdzie mi szybko z ich zużyciem:) Róży tych używam od ponad pół roku, a w woreczkach jeszcze dna nie widać:) Tak więc, kosmetyki te są niesamowicie wydajne. Dzięki temu, że są naprawdę mocno napigmentowane, potrzeba niewiele aby uzyskać odpowiedni odcień na twarzy. Co więcej, minerały te pozwalają wspaniale stopniować ten efekt. Od lekkiego, subtelnego muśnięcia, po niemal teatralny efekt.
Za co jeszcze je lubię? Za to, że pięknie stapiają się ze skórą, dając bardzo naturalny wygląd. Ponadto bez problemu utrzymują się na policzkach cały dzień, wyglądając przy tym świeżo i estetycznie.



Swatche:

Nie mam swojego ulubionego koloru. Wszystkie wyjątkowo mi się podobają i szczerze mówiąc nie wiem który kupię jako pierwszy w pełnowymiarowym opakowaniu....:) Jedynie będę poszukiwać innego odcienia bronzera. Odcień Everyday Bronzer jest zdecydowanie za ciemny do mojej jasnej karnacji. Przez to łatwo zrobić sobie nim plamy, trzeba mieć wprawną rękę. Soft Bronzer jest już lepszy, jednak odrobinę za jasny. Aby efekt był widoczny trzeba nałożyć go dość dużo. Będę próbować znaleźć coś pomiędzy, wtedy na pewno będę w pełni zadowolona.

Podsumowując, bardzo polecam Wam wypróbowanie róży/bronzerów EM. Ja pokochałam je od pierwszego użycia i jestem pewna, że na długo ze mną pozostaną:)

A Wy używacie minerałów?

Pozdrawiam,
Magdalen...

poniedziałek, 8 października 2012

Recenzja: Tusz do rzęs Max Factor - Masterpiece Max

Dzisiaj chciałabym poopowiadać Wam troszkę o jednym z moim tuszowych ulubieńców ostatniego czasu, czyli tuszu Masterpiece Max od Max Factor. Długo zwlekałam z jego kupnem, wahałam się, szukałam czegoś tańszego. W końcu jednak podjęłam decyzję o jego zakupie, zachęcona wieloma pochlebnymi opiniami na jego temat. I nie żałuję...:)
 Tusz zamówiłam na All, gdyż w Rossmannie jest dość drogi. Kosztuje ok. 50 zł. Za mój egzemplarz zapłaciłam ok. 33 zł z przesyłką, więc znacznie bardziej opłaca się kupować ten tusz wirtualnie.
Wybrałam kolor czarny (choć nie wiem czy są w ofercie inne kolory?).
Czerń jest intensywna, pięknie wygląda na rzęsach. Z koloru jestem bardzo zadowolona:)

Warto również wskazać na fakt, że tusz ten od pierwszego otwarcia miał idealną gęstość. Nie musiałam czekać (tak jak w innych przypadkach), aby konsystencja się trochę "wyrobiła" i nadawała się do użytku. Tusz był dokładnie opakowany, więc mam pewność, że nikt wcześniej do niego nie zaglądał:)

Jeżeli chodzi o zapach to jest on dość intensywny, jednak nie drażniący. Można się do niego przyzwyczaić i potem nawet go nie wyczuwamy:) Zresztą, czy istnieje tusz który ładnie pachnie? Osobiście jeszcze takiego nie spotkałam:)


Trwałość: tutaj bardzo miłe zaskoczenie. Tusz nie osypuje się i nie kruszy. Mimo, że noszę makijaż wiele godzin dziennie, spojrzenie cały czas wygląda świeżo. Dla mnie ta kwestia jest najważniejsza przy wyborze tuszu. Ten w zupełności spełnia moje oczekiwania:)

Co więcej, nie rozmazuje się i nie odbija na dolnej powiece.
Zasycha na rzęsach dość szybko.

Kolejną zaletą tego tuszu jest łatwość demakijażu. Choć jest bardzo trwały, nie ma problemu z jego usuwaniem. U mnie najlepiej sprawdzają się w tym celu dwufazówki z Bielendy.

Szczoteczka: silikonowa, bardzo zgrabna, o idealnej wielkości, z równo rozstawionymi, miękkimi włoskami. Jest naprawdę wygodna w użytkowaniu.
Nabiera się na nią odpowiednia ilość tuszu. 

Tusz ten przede wszystkim przepięknie rozdziela i przeczesuje rzęsy. Nie ma mowy o nieestetycznie upaćkanych i posklejanych "pajęczych łapkach".

Dobrze wydłuża i ładnie podkręca.


Rzęsy są również ładnie pogrubione.

Nie tworzy grudek. Tusz jest równomiernie rozprowadzany na całej długości rzęs. Nie skleja.

Tusz ten pozwala również na stopniowanie efektu. Mi na co dzień wystarczają dwie cienkie warstwy.





<= Moje rzęsy nie są niestety spektakularnie długie i gęste:( Jednak tusz ten i tak działa na nich dużo, w czasie kiedy inne nie robiły z nimi zupełnie nic.


Podsumowując, na dzień dzisiejszy Masterpiece Max stał się moim tuszowym ulubieńcem. Myślę, że zawsze będę do niego wracać, choć nie ukrywam, że na pewno będę testowała jeszcze inne tusze do rzęs:) Być może, uda  mi się znaleźć jeszcze coś lepszego:)


piątek, 5 października 2012

Recenzja: Natura Siberica Balsam do włosów osłabionych "Ochrona i Energia"

Pora na kolejną recenzję jednego z rosyjskich kosmetyków, mianowicie balsamu do włosów Natura Siberica "Ochrona i Energia". Produkt ten był przeze mnie  intensywnie testowany przez ostatni miesiąc. Myślę więc, że udało mi się już wyrobić pewną opinię na jego temat, którą chcę się z Wami podzielić...:)


Co mówi producent?

Balsam do włosów osłabionych i zniszczonych na bazie ekstraktu z Różeńca Górskiego i Cytryńca działa odżywczo i ochronnie. Rożeniec Górski zawiera kompleks cennych antyoksydantów, które wzmacniają ochronę włosów, regenerują i odmładzają komórki, odbudowują zniszczone i łamliwe włosy. Cytryniec chiński dzięki zawartości tzw. witamin piękna wypełnia włosy energią, a także tonizuje zmęczone i osłabione włosy, nadając im zdrowy wygląd, blask i witalną siłę.

Cena i dostępność:
http://kalina-sklep.pl/ cena: 19.90 zł klik

Pojemność: 400 ml




Skład: 
Aqua with infusions of: Rhodiola Rosea Extract, Schizandra Chinensis Extract, Hippophae Rhamnoides Fruit Extract, Acorus Calamus Root Extract, Chamomilla Recutita Extract, Behentrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol, GuarHydroxypropyltrimonium Chloride, Hydrolyzed Wheat Protein, Oils: Triticum Vulgare Germ, Rosa Canina Fruit, Artemisia Arctica, Mentha Arvensis, Tocopherol, Ascorbic Asid, Biotin, Citric Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid.

Jak widać balsam ten ma świetny skład: same ekstrakty, olejki. Jednym słowem: piątka za skład:)

Konsystencja: określiłabym ją jako rzadką, jednak nie problematyczną. Jest lekka i szybko "wpijana" przez włosy, za czym niestety nie przepadam...



Wydajność: nie jest tak dobra jak sobie wyobrażałam. Widząc tak wielką butlę, pomyślałam: "kiedy ja to zużyję?" Szybko okazało się jednak, że nie będzie to takie trudne. W związku z tym, że włosy wchłaniają ten balsam w mgnieniu oka, nakładam go na włosy duże ilości i ciągle mam wrażenie, że jest go jeszcze za mało. To niestety negatywnie odbija się na jego wydajności. Jednak jest to duża 400 ml butla, także wydajność określam jako przyzwoitą:)





Moja opinia:
I to co najważniejsze, jak się u mnie sprawdził? Muszę przyznać, że polubiłam się z tym balsamem, choć mam mu jedną rzecz do zarzucenia. Ale o tym za chwilę...

Po pierwsze, balsam bardzo dobrze nawilża włosy, sprawia że są miękkie i sypkie.
Jest lekki, nie ma tu mowy o obciążeniu czy oklapnięciu. Wręcz przeciwnie włosy są puszyste, mają dużą objętość. Zdecydowanie będzie dobry jako balsam do częstego stosowania. Co więcej produkt ten dodaje włosom blasku. Po jego użyciu pięknie lśnią oraz są dobrze odżywione. Mam odczucie, że dałam im coś dobrego:) Kolejnym atutem, który dostrzegłam jest jego zapach. Naprawdę bardzo przyjemny, ciekawy, nieprzeciętny, utrzymujący się na włosach kilka godzin po myciu. Czasami lekko wyczuwalny na drugi dzień.


Jest jednak coś co nie do końca mi odpowiada. Już kiedyś wspominałam, że moje włosy mają tendencję do nadmiernego puszenia się. Dlatego w odżywkach czy maskach poszukuję czegoś co wygładzi moje włosy. Niestety ten balsam nie wygładza włosów. Na drugi dzień po użyciu nie jest jeszcze tak źle, ale na trzeci czy czwarty mam straszny puch na głowie. Jak wyżej wspomniałam dodaje objętości, co w moim przypadku nie zawsze się sprawdza. Moje włosy nie są dobrze dociążone. Myślę jednak, że osoby z niską porowatością lub z nie puszącymi się włosami, nie będą mieć takiego problemu, wręcz będą cieszyć się z dużej objętości:)

Opakowanie jest bardzo wygodne. Aplikator jest taki jak lubię - wylewamy na dłoń dokładnie tyle ile chcemy. Sama buteleczka jest urzekająca i ciesząca oko. Strasznie podoba mi się wygląd wszystkich kosmetyków Natura Siberica.
Cena jest również niewątpliwym plusem tego kosmetyku. Wielka butla i tylko 20 zł...zachęcająco:)


Podsumowując, polecam ten produkt, jest naprawdę wart uwagi, szczególnie dla dziewczyn z niskoporowatymi lub skłonnymi do obciążania włosami. Ja ostatecznie wystawiam mu pozytywną opinię, choć nie wiem czy wrócę kiedyś do tego konkretnego rodzaju. Na pewno wypróbuje jeszcze inne z tej serii, a jest w czym wybierać...:)

Pozdrawiam,
Magdalen...

czwartek, 4 października 2012

Ulubione perfumy na jesień i zimę

Uwielbiam perfumy:) Nigdy nie wychodzę z domu bez "psiknięcia" się jakimś zapachem. Ja po prostu lubię pachnieć:) W drogeriach lub perfumeriach spędzam zawsze dużo czasu przy półce z cudownymi flakonikami perfum.

W kategorii zapachów na chłodniejsze dni zdecydowanie moim faworytem jest zapach Beyonce Heat




Zapach niezwykle intrygujący, zmysłowy, kobiecy, dostarczający niezapomnianych wrażeń i doznań. Bogata nuta zapachowa oferuje nam rzadkie kwiaty. Perfumy Beyonce przepełnione są czerwienią, zmysłowością i gorączką.








Nuty zapachowe:

nuta głowy: olejek neroli, brzoskwinia, karaibska magnolia, orchidea

nuta serca: wiciokrzew, piżmo, migdały

nuta bazy: ambra, tonka, sekwoja












Powiem krótko: kocham ten zapach!

Mój flakonik zakupiłam na allegro jako tester. Koszt takiego 100 ml testera to ok. 90 zł, więc naprawdę się opłaca. Tyle tylko, że takie egzemplarze nie posiadają korka, jednak nie świadczy to o jakości produktu.



Zapach ten idealny jest na chłodniejsze jesienne i zimowe dni. Jest bardzo słodki, ciepły i otulający, natomiast nie duszący. Wyczuwam tutaj uwodzicielską głębię.

Bardzo kobiecy i zmysłowy.

Po prostu mój numer jeden:)

W lecie sięgam po coś lżejszego, choć ten też często mi towarzyszy,  nie na co dzień, ale na letnie wieczory jak najbardziej.

Jak dla mnie jest wystarczająco trwały, praktycznie przez cały dzień chodzi za mną i skutecznie poprawia mi humor w szare jesienne dni.

I jeszcze ten uroczy flakonik, który codziennie cieszy moje oko...



Podsumowując, serdecznie polecam Heat osobom, które gustują w ciężkich, słodkich zapachach. Jak wspomniałam, póki co jest to mój ulubieniec z którym przez ostatnie dni zupełnie się nie rozstaję:)

A Wy macie jakiegoś zapachowego ulubieńca na nadchodzący sezon?

Pozdrawiam,
Magdalen...

niedziela, 30 września 2012

Aktualizacja włosów - wrzesień 2012

Z dniem dzisiejszym chciałabym zapoczątkować na moim blogu comiesięczne posty z aktualizacją stanu moich włosów. W każdym z wpisów postaram się w kilku zdaniach podsumować miniony miesiąc, opisać pokrótce to czego używałam najczęściej oraz jak się moje sprawowały w ostatnim czasie:)

Wrzesień minął jak z bicza strzelił, czas więc sięgnąć pamięcią wstecz i porozmyślać o wrześniowym stanie włosów. Ciągle prowadzę akcje regenerację, staram się jak mogę aby doprowadzić moją czuprynę do jak najlepszej formy. Zawsze pamiętam o olejowaniu włosów. Na co dzień unikam mocnych szamponów, takie stosuję tylko raz na jakiś czas (tj raz na 1/2 tyg.). Po każdym myciu używam odżywki lub maski. Nie zapominam również o wcierkach, które według mnie są kluczem do zdrowych i mocnych włosów.

Na chwilę obecną mogę ocenić stan moich włosów jako dobry, natomiast niesatysfakcjonujący mnie do końca. Nadal mam do nich kilka zarzutów. Głównym moim problemem jest puszenie się włosów. Ciągle z tym walczę, testuję różne kosmetyki. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się znaleźć na to jakiś złoty środek:)
Ostatnio też zauważyłam znaczną poprawę nawilżenia moich włosów, dzięki czemu moje loko/fale lepiej się układają.


Teraz przedstawię Wam kosmetyki, których używałam najczęściej we wrześniu:


Od lewej:
* balsam do włosów Natura Siberica "ochrona i energia": bardzo intensywnie testowany przeze mnie. Na razie nie będę zdradzać szczegółów. Myślę, że niedługo pojawi się recenzja:)

* łopianowa maska do włosów Receptury Babuszki Agafii: tutaj również pojawi się recenzja:)

* szampon love2mix Organic z pomarańczą i papryczką chili. Mój hit ostatniego czasu. Naprawdę bardzo go lubię. Recenzja TUTAJ

* Joanna kuracja wzmacniająca: wspominałam już o niej w moim zakupowym poście (klik). Kurację rozpoczęłam w drugiej połowie września. Na razie to zbyt mało czasu, aby móc cokolwiek powiedzieć na jej temat.

*płyn do higieny intymnej Facelle: używany przede wszystkim do pierwszego mycia a dokładniej do zmywania olei. Płynem tym zmywałam tą najbardziej tłustą warstwę, następnie sięgałam po wyżej wspomniany love2mix. Solo sprawdza się też całkiem dobrze. Z pewnością kiedyś napiszę coś więcej o nim w osobnym poście.

*olejek łopianowy z kiełkami pszenicy i olejkiem jojoba: ciągle w fazie testów. Nakładam go na sklap oraz na całą długość włosów, czasami mieszając z olejkiem Alterra. Recenzja pojawi się na pewno po dogłębnym przetestowaniu:)

*szampon Eva Natura: szampon z SLES do mocnego oczyszczania włosów i skóry głowy. Jak wspomniałam wcześniej, używam go raz na tydzień/dwa tygodnie. Sprawdza się u mnie bardzo dobrze. Recenzja TUTAJ

* olejek Alterra migdały i papaja: mieszając go z olejkiem łopianowym nakładałam na długość włosów. Solo również sprawuje się dobrze.

Pozdrawiam,
 Magdalen...

wtorek, 25 września 2012

Zakupowy szał...:)

Ostatnio z zakupami poszłam na całość. Chyba powoli zaczyna dopadać mnie jesienna chandra i choćby mały drobiazg potrafi skutecznie poprawić mi humor:) Wy też tak macie? :D
Dziś podzielę się z Wami moimi nowościami, które w ostatnim czasie udało mi się zdobyć...:)
Będą to rzeczy kosmetyczne i ciuchowe:)

Na początek kolejna paczka ze sklepu http://setare.pl/

Zamówiłam:
* henna Khadi w kolorze Ciemny Brąz. To już moje szóste opakowanie tego produktu i na pewno nie ostatnie:) Uwielbiam kolor włosów, który uzyskuje dzięki tej hennie, to że włosy nie są zniszczone i bardzo się błyszczą. KLIK

*Toksańska maska do włosów Planeta Organica. Jest dla mnie nowością. Jestem niesamowicie ciekawa efektów:) Dodam, że stawiam jej wysoko poprzeczkę gdyż była dość droga. KLIK





Póki co maskę zdążyłam powąchać i niestety zapach mnie nie zachwycił. Jest bardzo męski. Pachnie jak krem do golenia, którego używa mój dziadzio...:D
Mam nadzieję, że działanie zrekompensuje ten zapach...









Kolejna część zakupów to "napad" na drogerię Wispol, którą udało mi się wyhaczyć w moim mieście. Jestem pod ogromnym wrażeniem jej asortymentu! Jest tam tak wiele kosmetyków, których wcześniej nigdzie nie widziałam! Myślę, że będę tam częstym gościem:)


Kupiłam:
*żel pod prysznic Lirene o zapachu irysa. Piękny zapach.... na razie tyle mogę powiedzieć:) 8,9zł - 250ml

*wcierka Jantar. Produkt wysławiony na wielu blogach, uwielbiany przez włosomaniaczki. Nie mogłam nie kupić:) Poużywamy zobaczymy... 9,9zł - 100ml

*kuracja wzmacniająca Joanna Rzepa. Również bardzo sławny produkt i jeszcze bardziej sławna buteleczka, która z pewnością będzie mi długo służyła. 7,99zł - 100ml

*Bielenda dwufazowy płyn do demakijażu oczu Czarna Oliwka. Miałam już bawełnę, awokado, teraz przyszła kolej na Czarną Oliwkę. 7.9zł - 125ml

*Joanna maseczka nawilżająca miód i cytryna. Potrzebowałam czegoś silikonowego, padło na maskę z Joanny. Moje włosy ostatnio płatają mi figle. Strasznie się puszą, są niepokorne i czasami wyglądam jakbym się naprawdę czegoś przestraszyła;/ Od ok. pół roku nie używam silikonów, ale myślę że silikony używane "z głową" mogą mi pomóc.





Zapach jest bardzo przyjemny. Delikatny, nie narzucający się.
7,5zł - 250g









A na koniec zakupy ciuszkowe:)
Obydwie rzeczy pochodzą z New Yorker'a. Jest to jeden z moich ulubionych i najczęściej odwiedzanych sklepów. Zawsze znajdę tam coś, co mnie zainteresuje w dość przystępnej cenie.




Buzka ta zauroczyła mnie swoim malinowym kolorem oraz słodką kokardką.
Cena: 39,95 zł













Kolejną rzeczą jest spódniczka. Nie wiem czy uda mi się założyć ją jeszcze w tym roku, ale na lato 2013 będzie idealna. Do zakupu skusiła mnie przede wszystkim cena: 19,95 zł. Poza tym uwielbiam chodzić w spódniczkach, sukienkach...:)









Tak właśnie prezentują się moje wrześniowe łupy.
A jak u Was z jesiennymi zakupami?
Pozdrawiam...:)

sobota, 22 września 2012

Recenzja: Szampon Love2mix Organic z pomarańczą i papryczką chili

Dzisiaj nadszedł czas na recenzję szamponu: Super Intensywnego dla wszystkich typów włosów Love2mix Organic - Ekstrakt z organicznej pomarańczy i papryczki chili - Stymulacja Wzrostu.
Co mówi producent?
Szampon zapobiega wypadaniu włosów i stymuluje ich wzrost, ma odżywcze i rewitalizujące działanie. Za pomocą zawartego w składzie organicznego ekstraktu z pomarańczy szampon głęboko oczyszcza włosy i skórę głowy, wzmacnia cebulki włosowe i pobudza wzrost włosów, odświeża skórę głowy. Organiczny ekstrakt z chili poprawia krążenie krwi, zapobiega wypadaniu włosów. Szampon ma przyjemny zapach, nadaje się idealnie do pielęgnacji każdego rodzaju włosów i skóry głowy.

Skład:
Aqua with infusions of Organic Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Organic Capsicum Frutescens Fruit Extract, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Sodium Cocoyl Glutamate, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Theobroma Cacao Seed Extract, Panax Ginseng Extract, Benzyl Alcohol, Sodium Chloride, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum Citric Acid, Lycopene, Caramel

Oprócz ekstraktu z pomarańczy i papryczki chili, znajdziemy tu również ekstrakt z ziarna kakaowca właściwego oraz ekstrakt z Żeń-szenia.


Cena, dostępność i pojemność:
* sklep http://setare.pl/ 18 zł KLIK
* sklep http://bioarp.pl/ 19 zł KLIK
Pojemność : 360 ml

Moja opinia:
Zacznę od tego, że bardzo polubiłam ten szampon. Kupiłam go z czystej ciekawości - niesamowicie zainteresował mnie jego skład. Raczej nie wierzę w zbawczą i intensywnie odżywczą moc szamponu, dla mnie szampon ma umyć mi włosy. Ten kosmetyk jednak bardzo mnie pod tym względem zaskoczył. Najważniejszą cechą na jaką wskazuje producent jest pobudzenie porostu włosów. Tutaj dość ciężko mi się  ustosunkować, ponieważ wraz z nim stosowałam tonik przeciw wypadaniu włosów-Receptury Babuszki Agafii, o którym pisałam TUTAJ. Myślę jednak, że to właśnie dzięki temu duetowi osiągnęłam tak imponujący, jak dla mnie, wynik 3cm na miesiąc. Jestem wręcz pewna, że szampon ten dołożył do tego swoje 3grosze :)

Szampon ten bardzo dobrze myje włosy, choć z olejami nie radzi sobie za pierwszym razem. Aby dokładnie zmyć olej musimy użyć tego szamponu dwukrotnie, co związane jest wtedy ze słabszą jego wydajnością. W związku z tym, że jest mi go szkoda, a na włosach zawsze gości u mnie olej, najpierw tą najbardziej tłustą warstwę zmywam płynem Facelle, a następnie używam tego szamponu. I tak jest idealnie. Tworzy się wtedy obfita piana, komfort mycia jest więc bardzo duży.
Szampon nie plącze włosów. Co więcej, podczas spłukiwania włosy są bardzo gładkie, miękkie i lejące. Mam wrażenie jakby nie potrzebowały odżywki:) Mimo wszystko jednak zawsze po odżywkę lub maskę sięgam:) Jest niesamowicie delikatny. Początkowo obawiałam się papryczki chili, bałam się, że wystąpi jakieś szczypanie, podrażnienie. Nic z tych rzeczy! Produkt ten absolutnie mnie nie podrażnia, skóra głowy jest bardzo ukojona. 
Ciężko stwierdzić czy wzmacnia cebulki włosowe, ale myślę że coś w tym jest. Moje włosy trochę mniej wypadają.
Zapach tego szamponu jest dość specyficzny. Wyczuwalna jest tutaj nuta pomarańczy, przełamana jednak goryczą. Fanką tego zapachu raczej nie jestem, ale nie jest on tak bardzo zły:) Nie utrzymuje się na włosach.

Konsystencja tego kosmetyku nie jest problematyczna, lekko żelowa. Kolor mocno pomarańczowy.
Wydajność określiłabym jako dobrą. Aby dobrze się rozpienił naprawdę nie potrzeba go dużo. Chyba, że będziemy zmywać nim oleje, wtedy wydajność będzie mniejsza.
Jeszcze jedną ważną kwestią jest jego bardzo wygodny aplikator. Nic nie musimy odkręcać oraz unikamy ryzyka, że wyleje nam się zbyt dużo produktu.

Podsumowując, na chwilę obecną jest to jeden z moich ulubionych szamponów do codziennego stosowania.  Z czystym sumieniem mogę go polecić:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...