wtorek, 26 lutego 2013

Paznokcie: Essence "Date in the moonlight"

Puk, puk...;) To ja...;D Zgłaszam swoją obecność, po dość znacznej przerwie;) W kilku słowach  usprawiedliwienia:
1. Przez ponad dwa tygodnie byłam odcięta od Internetu, ponieważ mój komputer postanowił ogłosić strajk i popsuć się w najmniej odpowiednim momencie...
2. Matura za pasem... a jeszcze zostało tyyyyle materiału do powtórki...! ;)

A dziś szybki i krótki "pazurkowy" wpis;) Na tapetę wezmę lakier Essence...
Lakiery Essence przeszły jakiś czas temu sporą metamorfozę i moim zdaniem jak najbardziej na plus! Teraz ich trwałość jest naprawdę zadowalająca (ok. 5 dni bez zarzutu), z wysychaniem jest również bardzo dobrze. Od poprzedniej wersji tych lakierów są zdecydowanie lepsze...;)
A ta piękna i bogata gama kolorystyczna, niezwykle zachęca do zakupu.
Cena: 6,99 zł

 Pozdrawiam, i mam nadzieję do "poczytania" w najbliższym czasie;D
Ps: planuję w końcu naskrobać co nieco na temat maski do włosów Planeta Organica, więc pewnie będzie to mój kolejny wpis;)

niedziela, 10 lutego 2013

Kilka faktów o mnie;)

Chciałabym dać się nieco lepiej poznać, w związku z tym dzisiaj przedstawię Wam moją odpowiedź na tag, który już od dłuższego czasu krąży w blogosferze.
Zostałam otagowana przez san.su.si, której bardzo dziękuję za to wyróżnienie;)

7 faktów o mnie:
Źródło

1. Jedną z moich pasji jest śpiew. Od dziecka chwytałam za mikrofon. Każda okazja była dla mnie dobra, aby móc trochę pośpiewać;D
Później mój wokal odkrył nauczyciel muzyki w gimnazjum i zaczęłam brać udział w konkursach, śpiewać na szkolnych akademiach i na różnych innych okazjach. Teraz niestety strasznie zaniedbałam swoje hobby i tylko podśpiewuję sobie "pod prysznicem"... Ale nie ukrywam, że występowanie na scenie strasznie mnie kręciło i trochę tęskno mi za tym...;)





Źródło



2. Moim ulubionym przedmiotem w szkole od zawsze była chemia;)
Pamiętam, że w czasach gimnazjalnych byłam "korepetytorką" dla moich koleżanek, które powtarzały, że chemia jest dla nich "czarną magią":) A ja próbowałam wybić im z głowy takie myślenie i po zajęciach intensywnie pomagałam im w tym, aby choć trochę polubiły ten przedmiot;)
One z kolei pomagały mi z matematyką, gdyż jest ona moją piętą Achillesową;D




Źródło

3. Boję się psów. I jest to wręcz paniczny lęk. Nie miało to jednak miejsca od zawsze, jest to lęk nabyty. Jako dziecko, nie znałam tego strachu. Głaskałam wszystkie spotkanie na ulicy psy. Niestety, później miały miejsce bardzo niemiłe zdarzenia z związane tymi czworonogami... Kilka razy zostałam dość boleśnie zaatakowana przez te rozwścieczone zwierzęta i od tej pory widok każdego psa, który nawet znajduje się daleko mnie i nie ma najmniejszej ochoty mnie atakować, wywołuje u mnie gęsią skórkę i chęć ucieczki... Jeżeli pies stoi na mojej drodze, nigdy nie pójdę w jego stronę. Wolę dołożyć parę metrów, aby tylko nie musieć obok niego przejść;)



Źródło


4. Nie wyobrażam sobie dnia bez kawy.

Jestem tego świadoma, iż jest to już nałóg:) Zdarza się, że jestem tak zagoniona, że nie mam czasu usiąść i spokojnie jej wypić. Wtedy, niestety zaczyna boleć mnie głowa;) U mnie picie kawy jest pewnego rodzaju rytuałem. Jest to chwila wytchnienia, chwila tylko dla mnie. Dlatego też, nigdy nie piję jej w biegu, staram się zorganizować mój czas tak, aby mieć te 15 min tylko dla mnie i kubka ciepłej, aromatycznej kawy;)


Źródło



5. Nie potrafię połykać tabletek;)
Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy byłabym zmuszona zażywać dużą ilość lekarstw. Chyba nie dałabym rady;) Połykanie tabletek wiąże się u mnie z niemałym kłopotem. Czuję, jakby moje gardło nagle się blokowało i nie jestem w stanie przełknąć nawet najmniejszej tabletki... Bardzo się męczę, cała się pocę, a nieznośna kapsułka cały czas tkwi w moich ustach;D

Źródło



6. Autorytetem dla mnie jest mój dziadzio i moja babcia;)
Naprawdę podziwiam w nich wiele rzeczy. Dziadzio jest niezwykle rozsądny, opanowany. Przeżył niemiecką niewolę i życie go nie rozpieszczało. Dziś ma 98 lat i czerpię od niego prawdziwą mądrość życiową. Babcia była najukochańsza na świecie;) Miała tak dobre serce, była niezwykle wrażliwa i mimo wielu cierpień, zawsze zachowywała pogodę ducha, a uśmiech nie znikał z jej twarzy...;)


Źródło



7. Miałam wspaniałe dzieciństwo;)
Naprawdę jest co wspominać. Wychowałam się na wsi i zawsze miałam mnóstwo przygód. Wstawałam o świcie i aż do zmierzchu szalałam po podwórku, wśród kurcząt, małych kaczusi i innych zwierząt domowych;D Hodowałam własne myszki na łące, taplałam się w stawku (gdzie pływało mnóstwo kijanek). Zawsze chodziłam cała brudna i poobijana;) Gdy wieczorem wracałam do domu mama nie mogła mnie doszorować...;D Ale to właśnie nazywa się prawdziwe dzieciństwo...



Nie taguję nikogo konkretnego, ale zapraszam do wzięcia udziału w tej zabawie wszystkich, którzy mają ochotę poopowiadać troszkę o sobie;)

Pozdrawiam,
Magdalen...

sobota, 2 lutego 2013

Projekt denko - styczeń 2013

Dziś parę słów na temat zużyć z poprzedniego miesiąca. Będzie krótko i na temat, ponieważ ostatnimi czasy nie narzekam na nudę;) Wpadłam po uszy w chemię organiczną i nie mogę się z niej wygrzebać;D

























1. Organiczny olej arganowy ZSK: bardzo dobry produkt, super nawilża i odżywia skórę. Buzia jest po nim gładka i miękka. Nie zapycha i jest niezwykle przyjemny w użytkowaniu.
Czy kupię ponownie?: TAK

2. Organiczny olej makadamia ZSK: również bardzo dobry olejek. Radzi sobie z nawilżaniem i odżywianiem skóry, nie zapychając przy tym porów. Jedyne co lekko mi w nim przeszkadza, to dość specyficzny zapach pieczonego kurczaka:) Ale można się przyzwyczaić...;D
Czy kupię ponownie: Być może TAK

3. Bielenda czarna oliwka dwufazowy płyn do demakijażu oczu: zdecydowanie najlepsza wersja, wśród dostępnych. Świetnie zmywa makijaż, nie podrażnia oczu, nie powoduje efektu mgły oraz nie zostawia nieprzyjemnej, tłustej warstwy.
Czy kupię ponownie?: TAK

4. Alterra olejek migdały i papaja: początkowo używałam go do olejowania włosów i w tej roli sprawdził się całkiem dobrze. Jednak kiedy trafiłam na mój ukochany olejek {KLIK}, alterrę zaczęłam stosować do nawilżania ciała. I był to strzał w dziesiątkę! Olejek pięknie nawilżył skórę, ukoił ją (osoby z AZS wiedzą o czym mówię:)). Ku mojemu zdziwieniu wchłaniał się w ekspresowym tempie, zostawiając skórę gładką i przyjemnie pachnącą.
Czy kupię ponownie?: TAK

5. Perfumy La Rive In Love: uff, wreszcie się skończyły;D Bardzo długo je męczyłam. Zapach początkowo mi się podobał, z biegiem czasu jednak, wywoływał u mnie wstręt i odrzucenie. Perfumy należą do tych z niższej półki (ok. 16 zł), ale są całkiem trwałe.
Czy kupię ponownie?: NIE

6. Maska łopianowa Receptury Babuszki Agafii: kompletnie się u mnie nie sprawdziła. Potwornie puszyła mi włosy, rozluźniała skręt. Więcej w recenzji :)
Czy kupię poniwnie?: NIE

7. Hydrolat z nasion słodkich migdałów: jest to najbardziej nawilżający hydrolat jaki stosowałam. Świetnie odświeża cerę, lekko tonizuje. Jest niezwykle łagodny i delikatny. Świetnie radzi sobie z kojeniem zaczerwienionej czy podrażnionej skóry.
Czy kupię ponownie?: TAK

8. La Roche-Posay Efaclar Duo: Produkt, który bardzo pomógł mojej skórze. Niezwykle dobrze ją oczyścił i sprawił, że pryszcze pojawiają się sporadycznie i znikają w błyskawicznym tempie. Recenzja TUTAJ.
Czy kupię ponownie?: TAK

9. Baza pod cienie Kobo: była w porządku, choć pod sam koniec zrobiła się twarda i ciężko rozprowadzała się na powiekach. Ale pomijając to, nie mogę powiedzieć złego słowa na jej działanie. Świetnie utrzymywała cienie, jej cena nie jest też zbyt wygórowana. Jedyną, i dość poważną wadą, było opakowanie. Niezwykle toporne w obsłudze, trzeba było się nieźle namęczyć aby je porządnie zamknąć (a o 5 rano nie miałam na to najmniejszej ochoty). Poza tym, było wąskie i gdy tylko miałam nieco dłuższe paznokcie, zawsze zbierałam pod nie bazę... Bardzo mnie to drażniło.
Czy kupię ponownie?: Raczej NIE

10. Francuska glinka czerwona: Bardzo nie podobał mi się efekt "sztucznej opalenizny", który zostawiała na twarzy. Poza tym, od glinki wymagam głębszego oczyszczenia. Recenzja TUTAJ.
Czy kupię ponownie?: NIE 

11. Alterra szampon dodający objętości: jeden z ulubionych szamponów Alterry. Jego używanie jest niezwykle przyjemne, ze względu na piękny zapach. Co do działania, nie mam mu nic do zarzucenia. Świetnie myje włosy, nie straszne mu nawet oleje. Nie podrażnia skóry głowy, nie wysusza jej (jak to było w przypadku wersji do włosów farbowanych). Jest niezwykle delikatny, a zarazem skuteczny.
Czy kupię ponownie?: TAK

12. My Secret odżywka do rzęs: nie zrobiła rewolucji na moich rzęsach. Przy dłuższym, regularnym stosowaniu efekty były, jednak nie spektakularne. Różnica była minimalna.
Czy kupię ponownie?: NIE

13. Błyszczyk Essence: dowód na to, że usta w kolorze nude nie są dla mnie. Wyglądałam w nim, jakbym była u kresu swojego życia:) Poza tym, produkt śmierdział, zbierał się w załamaniach ust...
Czy kupię ponownie?: NIE

14. Szminka Avon: ląduje w koszu, ponieważ dożyła sędziwego wieku. Ponadto śmierdzi starą, bazarową szminką. Nie wygląda też ładnie na ustach.
Czy kupię ponownie?: NIE

+ 15. Podkład Max Factor Smooth Effect Foundation: zapomniałam zabrać go do zdjęcia:) Fatalny produkt, niesamowicie ciemnieje na twarzy, tworząc nieestetyczną maskę. Recenzja TUTAJ.
Czy kupię ponownie?: NIE

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Aktualizacja włosów - styczeń 2013

Kolejny miesiąc zapuszczania i walki o piękne włosy zakończony. Wraz z upływem stycznia kończy się również akcja wspólnego zapuszczania włosów u frombodytohair. Jestem niezwykle ciekawa jak innym dziewczynom poszło trzymiesięczne zmaganie o długie włosy:)
A dziś u mnie, jak to bywa pod koniec miesiąca, aktualizacja włosów:)

























Jakich kosmetyków używałam najczęściej?

























      * Olejek łopianowy z kiełkami pszenicy i olejkiem jojoba /KLIK/
* Szampon wzmacniający Receptury Babuszki Agafii /KLIK/
* Szampon Eva Natura z czarną rzepą /KLIK/
* Odżywka Isana z olejkiem babassu: do dziś nie mogę pogodzić się z jej wycofaniem;(
* Wcierka przeciw wypadaniu Receptury Babuszki Agafii /KLIK/
* Maska L'Biotica Biovax keratyna+ jedwab
* Maska łopianowa Receptury Babuszki Agafii /KLIK/

Pozdrawiam,
Magdalen...:)

piątek, 25 stycznia 2013

Pielęgnacja dłoni z Isaną - porównanie i krótka recenzja trzech kremów do rąk Isana

Zima w pełni. Na zewnątrz intensywnie pada śnieg, tworząc przepiękny krajobraz. Nic tylko podziwiać go zza okna:) Po wyjściu z domu, niestety nie jest już tak pięknie - szczególnie dla naszych dłoni, na które o tej porze roku powinnyśmy zwrócić szczególną uwagę.
Dziś przedstawię Wam kremy, które pomagają moim dłonią przetrwać ten trudny dla nich czas. Dwa z nich są moimi ulubieńcami, trzeci niestety nie spełnia w pełni moich oczekiwań:)

























1. Isana rumiankowy krem do rąk:

Co mówi producent?
* rumianek, prowitamina B5 oraz gliceryna pielęgnują ręce oraz podrażnienia
* szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu
* pH przyjazne dla skóry; testowany dermatologicznie

Skład:
Aqua, Isopropyl Palmitate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Polyglyceryl-3 Methyl Glucose Distearate, Octyldodecanol, Butyrospermum Parkii Butter, Paraffinum Liquidum, Stearic Acid, Phenoxy-ethanol, Dimethicone, Panthenol, Parfum, Sodium Hydroxide, Carbomer, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Glycine Soja Oil, Propylparaben, Chamomilla Recutita Exstract, Tocopherol, Bisabolol.

Moja opinia:
Ten krem nie przypadł mi do gustu. Jak widać powyżej, skład nie jest porywająco dobry. Mamy tu silikon, parafinę i sporą ilość parabenów. Tytułowy rumianek znajduje się bardzo nisko, bo na trzeciej od końca pozycji w składzie.
Zapach jest całkiem przyjemny, jednak znam znacznie lepiej pachnące kremy do rąk.
Co do działania, to jak wspomniałam wcześniej, jest ono najgorsze spośród prezentowanej dziś trójki.
Krem kiepsko nawilża. Nawilżenie jest bardzo lekkie i doraźne. Dla osób z bardzo suchą skórą dłoni, będzie zdecydowanie za słabe.
Poza tym, krem pozostawia "śliską" warstwę na skórze, co nie jest dla mnie zbyt przyjemne (myślę, że to sprawka silikonu i parafiny w składzie).
Wchłania się całkiem szybko, jednak za sprawą tej "powłoczki" na dłoniach, długo zostawiamy tłuste ślady na dotykanych przedmiotach.

2. Isana krem do rąk - kwiat pomarańczy

Co mówi producent?
Isana krem do rąk kwiat pomarańczy o świeżym zapachu pomarańczy i kwiatu pomarańczy został opracowany specjalnie do pielęgnacji suchej skóry dłoni. Bogata formuła pielęgnująca z masłem kakaowym, pantenolem i gliceryną intensywnie rozpieszcza dłonie. Dopełnieniem kompozycji pielęgnującej jest wysokowartościowy olej z pestek moreli. Krem do rąk łatwo się rozprowadza, szybko wchłania, nie pozostawiając na skórze klejącej się warstewki. Bez olejów mineralnych, silikonów, parabenów.

















Skład:
Aqua, Glycerin, Isopropyl Palmitate, Glyceryl Stearate Se, Ethylhexyl Stearate, Cetyl Alcohol, Butylene Glycol, Phenoxyethanol, Theobroma Cacao Butter, Panthenol, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Octyldodecanol, Sodium Cetearyl Sulfate, Acrylates/C10-30 Akryl Acrylate Crosspolymer, Parfum, Ethylhexylglycerin, Copernica Cerifera Cera, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Flower Extract, Propylene Glycol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Liminene, Buthylphenyl, Methylpropional, Geraniol, Linalool.

Moja opinia:
Krem ten niezwykle przypadł mi go gustu. Skład jest lepszy od poprzednika, co daje się zauważyć w jego działaniu.
Zapach jest piękny, mocno wyczuwalna jest tytułowa pomarańcza z domieszką lekkiej goryczy. Niestety, ta niezwykle przyjemna woń, nie utrzymuje się zbyt długo na dłoniach.
Krem jest niezwykle lekki, a zarazem bardzo dobrze nawilżający. Konsystencja jest rzadka, przez co wchłania się w mgnieniu oka, pozostawiając skórę miękką i przyjemną w dotyku. Produkt ten nie zostawia tłustej/śliskiej warstwy na dłoniach, co jest dla mnie znaczącą cechą W kilka sekund po aplikacji możemy przejść do normalnych czynności, nie brudząc przy tym całego otoczenia:) Idealny krem na dzień, do torebki.

3. Isana intensywny krem do rąk z 5 % mocznikiem

Co mówi producent?
* pielęgnacja i ochrona dla bardzo suchej skóry
* z zawartością cennego urea, masła shea, jak również wartościowych substancji czynnych takich jak panthenol i wosk pszczeli
* szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze
* pH przyjazne dla skóry - przebadany dermatologicznie
* przechowywać w temperaturze pokojowej

















Skład:
Aqua, Glycine Soja Oil, Glycerin, Urea, Sodium Lactate, Cetyl Alcohol, Stearic Acid, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Pakii Butter, Cera Alba, Panthenol, Carbomer, Parfum, Phenoxyethanol, Sodium Hydroxide, Xanthan Gum, Linalool, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Geraniol, Ethylhexylglycerin, Limonene.

Moja opinia:
Ten to dopiero daje turbo nawilżenie:D
Zaczynając od krótkiej analizy składu, można dostrzec iż jest on najkrótszy ze wszystkich prezentowanych dzisiaj kremów, jak również jest najbardziej treściwy.
Zapach jest delikatny, całkiem przyjemny, nie utrzymuje się jednak zbyt długo na dłoniach po aplikacji.
Konsystencja tego kremu jest niezwykle tłusta i ciężka. Aby całkowicie wchłonąć się w skórę, potrzebuje trochę czasu (dłonie nie pochłaniają go w tak ekspresowym tempie, jak wersji z pomarańczą). Dlatego, używanie go jako kremu na dzień, nie jest zbyt komfortowe. Ale nałożenie go grubszą warstwą na noc, daje nieprawdopodobne nawilżenie i odżywienie skóry. Dłonie wyglądają jak nowe:D Dawka nawilżenia jest wręcz zjawiskowa, dlatego krem ten stał się moim niekwestionowanym ulubieńcem wśród kosmetyków do "nocnej regeneracji";)


Podsumowując, pierwsze miejsce zajmują ex aequo krem do rąk z pomarańczą jako lekki, a zarazem skuteczny dzienny nawilżacz, oraz krem z 5% mocznikiem, jako nocny pogromca suchych i zniszczonych dłoni. Ostatnie miejsce w moim "mini" rankingu zdobywa krem z rumiankiem, ze względu na kiepskie właściwości pielęgnujące i nieprzyjemną silikonowo-parafinową osłonkę na dłoniach...

Pozdrawiam,
Magdalen...:)

czwartek, 24 stycznia 2013

Tak się kończy wypad po "waciki";)

Dziś krótko, szybko i na temat. Pokażę Wam drobne zakupy, jakie poczyniłam udając się do drogerii Wispol, z zamiarem kupna samych wacików:) Jak to u mnie bywa wyszłam z pełną siatką:D
W moim koszyku wylądowały:
* 2x wcierka Jantar: u mnie sprawdza się rewelacyjnie. Pomaga zatrzymać uciekające włosy na mojej głowie. Często w drogerii Wispol są one wykupione, dlatego wzięłam od razu dwie buteleczki.  9,90 zł za sztukę
* Pilnik do paznokci KillyS: już go uwielbiam:) Bardzo mocny i skuteczny, a zarazem delikatny. Świetny do samodzielnego skracania paznokci. 6,90 zł
* Maseczki Ziaja: dotleniająca i kojąca: bardzo lubię te maseczki. Zawsze kupuję je w Rossmannie, jednak tam nie było tych dwóch konkretnych rodzai. Ciekawe, czy różnią się czymś od pozostałych? 1,60 zł 
* Waciki Cleanic: moje ulubione. Nie rozwarstwiają się, są mocne i delikatne. Ich grubość jest dla mnie idealna. ok. 3 zł 

















    * Maska do włosów Gliss Kur: sporo dobrego słyszałam o tej masce. Jej skład jest zadziwiająco dobry jak na tą firmę. Konsystencja maślana, gęsta, taka jaką lubię. Ogólnie maska jest niezwykle trudno dostępna. Gdy zobaczyłam ją na półce, bez chwili zastanowienia wrzuciłam do koszyka. Jestem jej bardzo ciekawa... 13,99 zł Wispol

PS: na koniec przedstawię Wam moje najukochańsze czekolady...;)
Czekolady Milka, to jedne z bardzo niewielu słodyczy za którymi przepadam.
Ogólnie, nie jem zbyt dużo słodyczy. Ale nie dlatego, że się odchudzam, czy bardzo dbam o zdrowe odżywianie. Ja po prostu ich nie lubię. Zamiast po batonika, zawsze sięgam po jabłko lub pomarańczę. Jedynie czekoladom Milka nie potrafię się oprzeć:D Moje dwa ulubione smaki to: czysta mleczna i z jogurtem truskawkowym.
Mniaaammm...:D

Pozdrawiam,
Magdalen...:)

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Baikal Herbals regulujące serum do skóry tłustej i mieszanej

Bardzo długo zbierałam się do tej recenzji, dlatego że przez długi czas nie wiedziałam, co mogłabym napisać na temat tego serum. Koniec końców, udało mi się poukładać w głowie moje wrażenia, dotyczące tego kosmetyku. Zainteresowanych zapraszam dalej...:)


Cena i dostępność:
Kalina ok. 20 zł KLIK
Bioarp ok. 28 zł KLIK

Opakowanie:
Produkt zamknięty jest w zgrabnej, 30 ml buteleczce typu air-less. Użytkowanie jest więc niezwykle higieniczne i przyjemne. Sama pompka działa bez zarzutu. Nie zacina się, dozuje odpowiednią ilość produktu.

Zapach:
Delikatny, całkiem przyjemny, choć mój nos miewał do czynienia z zapachami nieco bardziej atrakcyjnymi od tego:) Wyczuwalny na skórze do kilku minut po aplikacji.

Wydajność: trudno mi ją dokładnie ustalić, ponieważ opakowanie nie pozwala ocenić, ile produktu jeszcze pozostało. Jednak, po 2 miesiącach użytkowania jeszcze "coś" tam jest:)

Kilka słów od producenta:
Serum do twarzy regulujące pracę gruczołów łojowych na bazie ekstraktów z ziół Bajkału. To szybko działający kosmetyk przeznaczony do usuwania problemów i pielęgnacji skóry tłustej. Leśna szałwia uspokaja skórę, likwiduje stany zapalne i zaczerwienienia. Zawilec stymuluje proces regeneracji komórek skóry, likwiduje błyszczenie się skóry. Biała porzeczka nasyca skórę witaminami, oczyszcza i ściąga rozszerzone pory. Dzięki zawartości naturalnych komponentów serum przywraca skórze naturalny bilans, działa antyseptycznie, poprawia cerę.

Skład:                        =>
Jak na firmę Baikal Herbals przystało, skład jest godny podziwu.

Znajdziemy tu m. in:
szałwię, zawilec żółty, olej z nasion białej porzeczki, organiczny wyciąg z tymianku, organiczny wyciąg z zielonej herbaty, gliceryna, alantoina, pantenol, ekstrakt z łopianu większego, kwas glikolowy, stulisz lekarski + kilka konserwantów




Konsystencja:















Konsystencja jest niezwykle lekka. Produkt nie zapycha naszej buzi, wchłania się bardzo szybko, nie pozostawiając na twarzy tłustego filmu.  Pomimo zapewnień producenta, nie zostawia skóry w pełni matowej. Efekt, który uzyskujemy na twarzy jest jednak bardzo naturalny. Cera jest lekko rozświetlona, ale nie błyszcząca.
Jak już kiedyś wspominałam, nie mam problemu z nadmiernym świeceniem się skóry. I tutaj jest coś, co mnie dość mocno dziwi. Po kilku godzinach od nałożenia serum, strefa T zaczyna się błyszczeć, co nie jest u mnie codziennym zjawiskiem. Tak więc, dla osób z tłustą cerą, szukających w kremach efektu matowienia, serum niestety nie spełni tych oczekiwań.

Kolejną rzeczą jest kompletny brak nawilżenia. Kiedy aplikowałam serum na noc - na mocno oczyszczoną i ściągniętą twarz (efekt po mydle Aleppo), nie radził sobie z jej nawilżeniem i buzia nadal była nieprzyjemnie ściągnięta. W związku z tym, serum na dzień nie jest dobre, bo skóra błyszczy się po kilku godzinach, na noc tym bardziej, gdyż jest zbyt lekkie i mało treściwe.

Co do obietnic producenta, związanych z usuwaniem problemów skóry tłustej (tj. pryszcze, grudki, zablokowane pory), to niestety produkt kompletnie nic nie zdziałał w tym kierunku. Żadnych rezultatów w kwestii "bilansowania" skóry i poprawy jej wyglądu. Pryszcze i grudki jakie były takie pozostały.


Kolejnym zapewnieniem producenta jest oczyszczenie i ściągnięcie porów. Tutaj ponownie, stwierdzenie jest mocno naciągane. Nie zanotowałam żadnego wpływu na pory. Serum było dla nich zupełnie neutralne.

Produkt jednak nie podrażnił mojej skóry, mam wręcz wrażenie, że łagodził dotychczasowe podrażnienia i przynosił ukojenie wszelakim zaczerwienieniom.





Podsumowując, produkt w żadnym stopniu nie pomógł mojej problematycznej skórze, ale jej także nie zaszkodził. Moja twarz potraktowała go bardzo obojętnie, serum było dla niej kosmetykiem neutralnym:)

Niestety, nie mogę polecić tego produktu...

Pozdrawiam,
Magdalen...:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...