Wreszcie wygospodarowałam chwilkę, aby móc co nieco napisać. Mam nadzieję, że za jakiś czas wszystko wróci do normy i będę mogła częściej udzielać się na blogu. Jest tyle tematów, o których chciałabym napisać...;)
Ale dziś będzie szybka dawka nowości, które pojawiły się u mnie w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy.
Skorzystałam z dnia darmowej wysyłki, który odbył się 8 marca w sklepie Setare. Musiałam uzupełnić nieco moje kosmetyczne zapasy.
Zamówiłam:
* Olejek łopianowy z drzewem herbacianym: jak dotąd używałam wersji z kiełkami pszenicy i jojoba (klik), jednak ta dobiega końca. Postanowiłam sprawdzić, czy ta wersja będzie równie wspaniała, jak poprzednia... 14 zł
* 2 x lotion przeciw wypadaniu Receptury Babuszki Agafii: KLIK mój niekwestionowany ulubieniec. Są to już moje n-te buteleczki 2 x 12 zł
* Glinki: kambryjska i anapska: po miłym zaskoczeniu glinką z Morza Martwego, postanowiłam sprawdzić działanie innych wersji;) 2 x 9 zł
Inne:
* Isana krem do rąk z 5% mocznikiem: (KLIK) od pewnego czasu jest to mój niezbędnik. Innego, tak efektywnego nawilżacza jeszcze nie spotkałam;) 5,49 zł - Rossmann
* Golden Rose Jolly Jewels 109 : nie mogłam się oprzeć urokowi tego cudownego odcienia. Tak bardzo spodobała mi się ta seria, że mam w planach zakup kolejnych nieziemskich kolorków (pomyśleć, że jakiś czas temu mówiłam że nie lubię pstrokatych paznokci - co za nagła zmiana;D) ok. 12 zł - Wispol
* Oliwka Hipp: produkt bardzo rozsławiony, a dopiero teraz trafił w moje ręce. Zobaczymy, czy również podbije moje serce...:) 10.99 zł - Rossmann
* Zmywacz Isana: również posiada spore grono swoich fanów. Póki co, bardzo podoba mi się jego zapach. Nie jest tak agresywny jak u innych zmywaczy. ok. 3 zł (?) - Rossmann
* Błotna maska do twarzy Bingo Spa - błoto z Morza Martwego, biała glinka (kaolin), cynk: jest to mój pierwszy kosmetyk z tej firmy. Nigdy wcześniej nie miałam z nią do czynienia;) 9,50 zł - Wispol
* Plastry do depilacji Tanita: spróbuję swoich sił z plastrami i postaram się usunąć włosy z rąk, które bardzo mi przeszkadzają. Niestety, przy mojej jasnej karnacji, ciemne włoski są bardzo widoczne;)
Pozdrawiam,
Magdalen...
wtorek, 12 marca 2013
wtorek, 5 marca 2013
Planeta Organica - Toksańska maska do włosów
Bardzo długo zbierałam się do tej recenzji, ponieważ nie mogłam wyrobić sobie jednoznacznej opinii na temat tego produktu. Koniec końców, po wielokrotnym przetestowaniu, udało mi się poukładać w głowie odczucia względem tej maski. Zapraszam więc na kilka chwil ze mną;)
Co mówi producent?: Gęsta Toksańska maska do włosów suchych i zniszczonych.
* Organiczne oleje z toksańskiej Oliwki i Trawy Cytrynowej
* Regeneracja wewnętrznej i zewnętrznej struktury włosa.
* 16 podstawowych aminokwasów, niezbędnych dla piękna i zdrowia włosów
* Wygodne i bezpieczne opakowanie
Szmaragdowa maska do włosów z organicznymi olejami w mgnieniu oka regeneruje wewnętrzną i zewnętrzną strukturę suchych i uszkodzonych włosów. Oleje pochodzą z najlepszych gatunków oliwki i winogronowych pestek ze słonecznych Włoszech, znanych ze swoich nawilżających i wzmacniających właściwości, bogatych w kwas oleinowy i witaminę E. Oliwki zbierane są ręcznie, następnie tłoczone, tak by wydobyć z nich najczystszy olej i zachowując jego właściwości lecznicze. Olej z oliwek zawiera 16 podstawowych aminokwasów, które są niezbędne dla skóry oraz włosów. Oliwki odżywiają włosy, sprawiają że stają się jedwabiste gładkie i błyszczące. Trawa Cytrynowa zapobiega łamliwości i rozdwajaniu włosów, nadaje im zadziwiający aromat.
Dostępność: sklepy z rosyjskimi kosmetykami (setare, kalina, bioarp)
Cena i pojemność: ok. 32 zł ; poj. 300 ml
Wydajność: bardzo dobra
Konsystencja: taka jaką lubię najbardziej ;) Idealnie gęsta, dość zbita, jednak nie sprawia najmniejszych kłopotów podczas aplikacji.
Zapach: typowo męski. Początkowo nie byłam nim oczarowana. Kojarzyłam go z kremem do golenia, którego od zawsze używa mój dziadzio;D Z biegiem czasu jednak zdołałam się do niego przyzwyczaić i nawet całkiem go polubić. Zapach nie utrzymuje się długo na naszych włosach.
Opakowanie: bardzo wygodny, szeroki słoik. Łatwo się odkręca (nawet mokrymi rękoma). Opakowanie jest też niezwykle solidne i sprawia wrażenie dość "ekskluzywnego":D
Działanie...
...czyli najistotniejsza część recenzji;)
Maska swoim działaniem nie powaliła mnie niestety na kolana. Przede wszystkim nie radzi sobie z wygładzeniem moich włosów, czyli z punktem na który zwracam szczególną uwagę, dobierając kosmetyki do moich puszących się włosów. Mimo gęstej konsystencji, uważam ją za maskę lekką. Myślę, że osoby z delikatnymi czy niskoporowatymi włosami z powodzeniem mogłyby jej używać, bez obawy obciążenia. Poziom nawilżenia jaki daje ta maska jest raczej kiepski. Mimo to, włosy ładnie błyszczą i są przyjemne w dotyku. Nie odnotowałam wpływu na przyspieszenie przetłuszczania się włosów.
Po użyciu tej maski moje włosy wyglądają jakoś tak "nijako";) Są niezdyscyplinowane, robią co im się tylko żywnie podoba. Nie chcą skręcić się w ładne loki, nie mają również ochoty być zupełnie proste i "jakoś" się prezentować:)
Mimo wszystko, wydaje mi się że maska ta na z biegiem czasu regeneruje i odżywia włosy. Nie prezentują się może po niej najlepiej, ale mam wrażenie, że "wypijają" z maski dużo składników dla nich dobrych i na dłuższą metę, maska może wpłynąć na poprawę kondycji włosów.
Podsumowując, maska nie jest warta swojej ceny ( 32 zł !), jeżeli kosztowałaby 15 zł, być może jeszcze kiedyś bym do niej wróciła. Na rynku mamy dostęp do wielu lepszych masek w zdecydowanie niższej cenie. Nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że maska jest zła. Ma swoje wady, jak i zalety. Ładnie nabłyszcza włosy, sprawia że są miękkie, delikatne i przyjemne w dotyku, a na dłuższą metę regeneruje i odżywia. Z drugiej zaś strony, nie wygładza włosów w stopniu mnie zadowalającym oraz nie zadziwia poziomem nawilżenia. Nie sprzyja też w układaniu się ładnych loków.
Za taką cenę spodziewałam się nieco lepszych efektów;)
Co mówi producent?: Gęsta Toksańska maska do włosów suchych i zniszczonych.
* Organiczne oleje z toksańskiej Oliwki i Trawy Cytrynowej
* Regeneracja wewnętrznej i zewnętrznej struktury włosa.
* 16 podstawowych aminokwasów, niezbędnych dla piękna i zdrowia włosów
* Wygodne i bezpieczne opakowanie
Szmaragdowa maska do włosów z organicznymi olejami w mgnieniu oka regeneruje wewnętrzną i zewnętrzną strukturę suchych i uszkodzonych włosów. Oleje pochodzą z najlepszych gatunków oliwki i winogronowych pestek ze słonecznych Włoszech, znanych ze swoich nawilżających i wzmacniających właściwości, bogatych w kwas oleinowy i witaminę E. Oliwki zbierane są ręcznie, następnie tłoczone, tak by wydobyć z nich najczystszy olej i zachowując jego właściwości lecznicze. Olej z oliwek zawiera 16 podstawowych aminokwasów, które są niezbędne dla skóry oraz włosów. Oliwki odżywiają włosy, sprawiają że stają się jedwabiste gładkie i błyszczące. Trawa Cytrynowa zapobiega łamliwości i rozdwajaniu włosów, nadaje im zadziwiający aromat.
Dostępność: sklepy z rosyjskimi kosmetykami (setare, kalina, bioarp)
Cena i pojemność: ok. 32 zł ; poj. 300 ml
Wydajność: bardzo dobra
Konsystencja: taka jaką lubię najbardziej ;) Idealnie gęsta, dość zbita, jednak nie sprawia najmniejszych kłopotów podczas aplikacji.
Zapach: typowo męski. Początkowo nie byłam nim oczarowana. Kojarzyłam go z kremem do golenia, którego od zawsze używa mój dziadzio;D Z biegiem czasu jednak zdołałam się do niego przyzwyczaić i nawet całkiem go polubić. Zapach nie utrzymuje się długo na naszych włosach.
Opakowanie: bardzo wygodny, szeroki słoik. Łatwo się odkręca (nawet mokrymi rękoma). Opakowanie jest też niezwykle solidne i sprawia wrażenie dość "ekskluzywnego":D
Działanie...
...czyli najistotniejsza część recenzji;)
Maska swoim działaniem nie powaliła mnie niestety na kolana. Przede wszystkim nie radzi sobie z wygładzeniem moich włosów, czyli z punktem na który zwracam szczególną uwagę, dobierając kosmetyki do moich puszących się włosów. Mimo gęstej konsystencji, uważam ją za maskę lekką. Myślę, że osoby z delikatnymi czy niskoporowatymi włosami z powodzeniem mogłyby jej używać, bez obawy obciążenia. Poziom nawilżenia jaki daje ta maska jest raczej kiepski. Mimo to, włosy ładnie błyszczą i są przyjemne w dotyku. Nie odnotowałam wpływu na przyspieszenie przetłuszczania się włosów.
Po użyciu tej maski moje włosy wyglądają jakoś tak "nijako";) Są niezdyscyplinowane, robią co im się tylko żywnie podoba. Nie chcą skręcić się w ładne loki, nie mają również ochoty być zupełnie proste i "jakoś" się prezentować:)
Mimo wszystko, wydaje mi się że maska ta na z biegiem czasu regeneruje i odżywia włosy. Nie prezentują się może po niej najlepiej, ale mam wrażenie, że "wypijają" z maski dużo składników dla nich dobrych i na dłuższą metę, maska może wpłynąć na poprawę kondycji włosów.
Podsumowując, maska nie jest warta swojej ceny ( 32 zł !), jeżeli kosztowałaby 15 zł, być może jeszcze kiedyś bym do niej wróciła. Na rynku mamy dostęp do wielu lepszych masek w zdecydowanie niższej cenie. Nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że maska jest zła. Ma swoje wady, jak i zalety. Ładnie nabłyszcza włosy, sprawia że są miękkie, delikatne i przyjemne w dotyku, a na dłuższą metę regeneruje i odżywia. Z drugiej zaś strony, nie wygładza włosów w stopniu mnie zadowalającym oraz nie zadziwia poziomem nawilżenia. Nie sprzyja też w układaniu się ładnych loków.
Za taką cenę spodziewałam się nieco lepszych efektów;)
wtorek, 26 lutego 2013
Paznokcie: Essence "Date in the moonlight"
Puk, puk...;) To ja...;D Zgłaszam swoją obecność, po dość znacznej przerwie;) W kilku słowach usprawiedliwienia:
1. Przez ponad dwa tygodnie byłam odcięta od Internetu, ponieważ mój komputer postanowił ogłosić strajk i popsuć się w najmniej odpowiednim momencie...
2. Matura za pasem... a jeszcze zostało tyyyyle materiału do powtórki...! ;)
A dziś szybki i krótki "pazurkowy" wpis;) Na tapetę wezmę lakier Essence...
Lakiery Essence przeszły jakiś czas temu sporą metamorfozę i moim zdaniem jak najbardziej na plus! Teraz ich trwałość jest naprawdę zadowalająca (ok. 5 dni bez zarzutu), z wysychaniem jest również bardzo dobrze. Od poprzedniej wersji tych lakierów są zdecydowanie lepsze...;)
A ta piękna i bogata gama kolorystyczna, niezwykle zachęca do zakupu.
Cena: 6,99 zł
Pozdrawiam, i mam nadzieję do "poczytania" w najbliższym czasie;D
Ps: planuję w końcu naskrobać co nieco na temat maski do włosów Planeta Organica, więc pewnie będzie to mój kolejny wpis;)
1. Przez ponad dwa tygodnie byłam odcięta od Internetu, ponieważ mój komputer postanowił ogłosić strajk i popsuć się w najmniej odpowiednim momencie...
2. Matura za pasem... a jeszcze zostało tyyyyle materiału do powtórki...! ;)
A dziś szybki i krótki "pazurkowy" wpis;) Na tapetę wezmę lakier Essence...
Lakiery Essence przeszły jakiś czas temu sporą metamorfozę i moim zdaniem jak najbardziej na plus! Teraz ich trwałość jest naprawdę zadowalająca (ok. 5 dni bez zarzutu), z wysychaniem jest również bardzo dobrze. Od poprzedniej wersji tych lakierów są zdecydowanie lepsze...;)
A ta piękna i bogata gama kolorystyczna, niezwykle zachęca do zakupu.
Cena: 6,99 zł
Pozdrawiam, i mam nadzieję do "poczytania" w najbliższym czasie;D
Ps: planuję w końcu naskrobać co nieco na temat maski do włosów Planeta Organica, więc pewnie będzie to mój kolejny wpis;)
niedziela, 10 lutego 2013
Kilka faktów o mnie;)
Chciałabym dać się nieco lepiej poznać, w związku z tym dzisiaj przedstawię Wam moją odpowiedź na tag, który już od dłuższego czasu krąży w blogosferze.
Zostałam otagowana przez san.su.si, której bardzo dziękuję za to wyróżnienie;)
1. Jedną z moich pasji jest śpiew. Od dziecka chwytałam za mikrofon. Każda okazja była dla mnie dobra, aby móc trochę pośpiewać;D
Później mój wokal odkrył nauczyciel muzyki w gimnazjum i zaczęłam brać udział w konkursach, śpiewać na szkolnych akademiach i na różnych innych okazjach. Teraz niestety strasznie zaniedbałam swoje hobby i tylko podśpiewuję sobie "pod prysznicem"... Ale nie ukrywam, że występowanie na scenie strasznie mnie kręciło i trochę tęskno mi za tym...;)
2. Moim ulubionym przedmiotem w szkole od zawsze była chemia;)
Pamiętam, że w czasach gimnazjalnych byłam "korepetytorką" dla moich koleżanek, które powtarzały, że chemia jest dla nich "czarną magią":) A ja próbowałam wybić im z głowy takie myślenie i po zajęciach intensywnie pomagałam im w tym, aby choć trochę polubiły ten przedmiot;)
One z kolei pomagały mi z matematyką, gdyż jest ona moją piętą Achillesową;D
3. Boję się psów. I jest to wręcz paniczny lęk. Nie miało to jednak miejsca od zawsze, jest to lęk nabyty. Jako dziecko, nie znałam tego strachu. Głaskałam wszystkie spotkanie na ulicy psy. Niestety, później miały miejsce bardzo niemiłe zdarzenia z związane tymi czworonogami... Kilka razy zostałam dość boleśnie zaatakowana przez te rozwścieczone zwierzęta i od tej pory widok każdego psa, który nawet znajduje się daleko mnie i nie ma najmniejszej ochoty mnie atakować, wywołuje u mnie gęsią skórkę i chęć ucieczki... Jeżeli pies stoi na mojej drodze, nigdy nie pójdę w jego stronę. Wolę dołożyć parę metrów, aby tylko nie musieć obok niego przejść;)
4. Nie wyobrażam sobie dnia bez kawy.
Jestem tego świadoma, iż jest to już nałóg:) Zdarza się, że jestem tak zagoniona, że nie mam czasu usiąść i spokojnie jej wypić. Wtedy, niestety zaczyna boleć mnie głowa;) U mnie picie kawy jest pewnego rodzaju rytuałem. Jest to chwila wytchnienia, chwila tylko dla mnie. Dlatego też, nigdy nie piję jej w biegu, staram się zorganizować mój czas tak, aby mieć te 15 min tylko dla mnie i kubka ciepłej, aromatycznej kawy;)
5. Nie potrafię połykać tabletek;)
Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy byłabym zmuszona zażywać dużą ilość lekarstw. Chyba nie dałabym rady;) Połykanie tabletek wiąże się u mnie z niemałym kłopotem. Czuję, jakby moje gardło nagle się blokowało i nie jestem w stanie przełknąć nawet najmniejszej tabletki... Bardzo się męczę, cała się pocę, a nieznośna kapsułka cały czas tkwi w moich ustach;D
6. Autorytetem dla mnie jest mój dziadzio i moja babcia;)
Naprawdę podziwiam w nich wiele rzeczy. Dziadzio jest niezwykle rozsądny, opanowany. Przeżył niemiecką niewolę i życie go nie rozpieszczało. Dziś ma 98 lat i czerpię od niego prawdziwą mądrość życiową. Babcia była najukochańsza na świecie;) Miała tak dobre serce, była niezwykle wrażliwa i mimo wielu cierpień, zawsze zachowywała pogodę ducha, a uśmiech nie znikał z jej twarzy...;)
7. Miałam wspaniałe dzieciństwo;)
Naprawdę jest co wspominać. Wychowałam się na wsi i zawsze miałam mnóstwo przygód. Wstawałam o świcie i aż do zmierzchu szalałam po podwórku, wśród kurcząt, małych kaczusi i innych zwierząt domowych;D Hodowałam własne myszki na łące, taplałam się w stawku (gdzie pływało mnóstwo kijanek). Zawsze chodziłam cała brudna i poobijana;) Gdy wieczorem wracałam do domu mama nie mogła mnie doszorować...;D Ale to właśnie nazywa się prawdziwe dzieciństwo...
Nie taguję nikogo konkretnego, ale zapraszam do wzięcia udziału w tej zabawie wszystkich, którzy mają ochotę poopowiadać troszkę o sobie;)
Pozdrawiam,
Magdalen...
Zostałam otagowana przez san.su.si, której bardzo dziękuję za to wyróżnienie;)
7 faktów o mnie:
![]() |
| Źródło |
1. Jedną z moich pasji jest śpiew. Od dziecka chwytałam za mikrofon. Każda okazja była dla mnie dobra, aby móc trochę pośpiewać;D
Później mój wokal odkrył nauczyciel muzyki w gimnazjum i zaczęłam brać udział w konkursach, śpiewać na szkolnych akademiach i na różnych innych okazjach. Teraz niestety strasznie zaniedbałam swoje hobby i tylko podśpiewuję sobie "pod prysznicem"... Ale nie ukrywam, że występowanie na scenie strasznie mnie kręciło i trochę tęskno mi za tym...;)
![]() |
| Źródło |
Pamiętam, że w czasach gimnazjalnych byłam "korepetytorką" dla moich koleżanek, które powtarzały, że chemia jest dla nich "czarną magią":) A ja próbowałam wybić im z głowy takie myślenie i po zajęciach intensywnie pomagałam im w tym, aby choć trochę polubiły ten przedmiot;)
One z kolei pomagały mi z matematyką, gdyż jest ona moją piętą Achillesową;D
![]() |
| Źródło |
3. Boję się psów. I jest to wręcz paniczny lęk. Nie miało to jednak miejsca od zawsze, jest to lęk nabyty. Jako dziecko, nie znałam tego strachu. Głaskałam wszystkie spotkanie na ulicy psy. Niestety, później miały miejsce bardzo niemiłe zdarzenia z związane tymi czworonogami... Kilka razy zostałam dość boleśnie zaatakowana przez te rozwścieczone zwierzęta i od tej pory widok każdego psa, który nawet znajduje się daleko mnie i nie ma najmniejszej ochoty mnie atakować, wywołuje u mnie gęsią skórkę i chęć ucieczki... Jeżeli pies stoi na mojej drodze, nigdy nie pójdę w jego stronę. Wolę dołożyć parę metrów, aby tylko nie musieć obok niego przejść;)
![]() |
| Źródło |
4. Nie wyobrażam sobie dnia bez kawy.
Jestem tego świadoma, iż jest to już nałóg:) Zdarza się, że jestem tak zagoniona, że nie mam czasu usiąść i spokojnie jej wypić. Wtedy, niestety zaczyna boleć mnie głowa;) U mnie picie kawy jest pewnego rodzaju rytuałem. Jest to chwila wytchnienia, chwila tylko dla mnie. Dlatego też, nigdy nie piję jej w biegu, staram się zorganizować mój czas tak, aby mieć te 15 min tylko dla mnie i kubka ciepłej, aromatycznej kawy;)
![]() |
| Źródło |
5. Nie potrafię połykać tabletek;)
Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy byłabym zmuszona zażywać dużą ilość lekarstw. Chyba nie dałabym rady;) Połykanie tabletek wiąże się u mnie z niemałym kłopotem. Czuję, jakby moje gardło nagle się blokowało i nie jestem w stanie przełknąć nawet najmniejszej tabletki... Bardzo się męczę, cała się pocę, a nieznośna kapsułka cały czas tkwi w moich ustach;D
![]() |
| Źródło |
6. Autorytetem dla mnie jest mój dziadzio i moja babcia;)
Naprawdę podziwiam w nich wiele rzeczy. Dziadzio jest niezwykle rozsądny, opanowany. Przeżył niemiecką niewolę i życie go nie rozpieszczało. Dziś ma 98 lat i czerpię od niego prawdziwą mądrość życiową. Babcia była najukochańsza na świecie;) Miała tak dobre serce, była niezwykle wrażliwa i mimo wielu cierpień, zawsze zachowywała pogodę ducha, a uśmiech nie znikał z jej twarzy...;)
![]() |
| Źródło |
7. Miałam wspaniałe dzieciństwo;)
Naprawdę jest co wspominać. Wychowałam się na wsi i zawsze miałam mnóstwo przygód. Wstawałam o świcie i aż do zmierzchu szalałam po podwórku, wśród kurcząt, małych kaczusi i innych zwierząt domowych;D Hodowałam własne myszki na łące, taplałam się w stawku (gdzie pływało mnóstwo kijanek). Zawsze chodziłam cała brudna i poobijana;) Gdy wieczorem wracałam do domu mama nie mogła mnie doszorować...;D Ale to właśnie nazywa się prawdziwe dzieciństwo...
Nie taguję nikogo konkretnego, ale zapraszam do wzięcia udziału w tej zabawie wszystkich, którzy mają ochotę poopowiadać troszkę o sobie;)
Pozdrawiam,
Magdalen...
sobota, 2 lutego 2013
Projekt denko - styczeń 2013
Dziś parę słów na temat zużyć z poprzedniego miesiąca. Będzie krótko i na temat, ponieważ ostatnimi czasy nie narzekam na nudę;) Wpadłam po uszy w chemię organiczną i nie mogę się z niej wygrzebać;D
1. Organiczny olej arganowy ZSK: bardzo dobry produkt, super nawilża i odżywia skórę. Buzia jest po nim gładka i miękka. Nie zapycha i jest niezwykle przyjemny w użytkowaniu.
Czy kupię ponownie?: TAK
2. Organiczny olej makadamia ZSK: również bardzo dobry olejek. Radzi sobie z nawilżaniem i odżywianiem skóry, nie zapychając przy tym porów. Jedyne co lekko mi w nim przeszkadza, to dość specyficzny zapach pieczonego kurczaka:) Ale można się przyzwyczaić...;D
Czy kupię ponownie: Być może TAK
3. Bielenda czarna oliwka dwufazowy płyn do demakijażu oczu: zdecydowanie najlepsza wersja, wśród dostępnych. Świetnie zmywa makijaż, nie podrażnia oczu, nie powoduje efektu mgły oraz nie zostawia nieprzyjemnej, tłustej warstwy.
Czy kupię ponownie?: TAK
4. Alterra olejek migdały i papaja: początkowo używałam go do olejowania włosów i w tej roli sprawdził się całkiem dobrze. Jednak kiedy trafiłam na mój ukochany olejek {KLIK}, alterrę zaczęłam stosować do nawilżania ciała. I był to strzał w dziesiątkę! Olejek pięknie nawilżył skórę, ukoił ją (osoby z AZS wiedzą o czym mówię:)). Ku mojemu zdziwieniu wchłaniał się w ekspresowym tempie, zostawiając skórę gładką i przyjemnie pachnącą.
Czy kupię ponownie?: TAK
5. Perfumy La Rive In Love: uff, wreszcie się skończyły;D Bardzo długo je męczyłam. Zapach początkowo mi się podobał, z biegiem czasu jednak, wywoływał u mnie wstręt i odrzucenie. Perfumy należą do tych z niższej półki (ok. 16 zł), ale są całkiem trwałe.
Czy kupię ponownie?: NIE
6. Maska łopianowa Receptury Babuszki Agafii: kompletnie się u mnie nie sprawdziła. Potwornie puszyła mi włosy, rozluźniała skręt. Więcej w recenzji :)
Czy kupię poniwnie?: NIE
7. Hydrolat z nasion słodkich migdałów: jest to najbardziej nawilżający hydrolat jaki stosowałam. Świetnie odświeża cerę, lekko tonizuje. Jest niezwykle łagodny i delikatny. Świetnie radzi sobie z kojeniem zaczerwienionej czy podrażnionej skóry.
Czy kupię ponownie?: TAK
8. La Roche-Posay Efaclar Duo: Produkt, który bardzo pomógł mojej skórze. Niezwykle dobrze ją oczyścił i sprawił, że pryszcze pojawiają się sporadycznie i znikają w błyskawicznym tempie. Recenzja TUTAJ.
Czy kupię ponownie?: TAK
9. Baza pod cienie Kobo: była w porządku, choć pod sam koniec zrobiła się twarda i ciężko rozprowadzała się na powiekach. Ale pomijając to, nie mogę powiedzieć złego słowa na jej działanie. Świetnie utrzymywała cienie, jej cena nie jest też zbyt wygórowana. Jedyną, i dość poważną wadą, było opakowanie. Niezwykle toporne w obsłudze, trzeba było się nieźle namęczyć aby je porządnie zamknąć (a o 5 rano nie miałam na to najmniejszej ochoty). Poza tym, było wąskie i gdy tylko miałam nieco dłuższe paznokcie, zawsze zbierałam pod nie bazę... Bardzo mnie to drażniło.
Czy kupię ponownie?: Raczej NIE
10. Francuska glinka czerwona: Bardzo nie podobał mi się efekt "sztucznej opalenizny", który zostawiała na twarzy. Poza tym, od glinki wymagam głębszego oczyszczenia. Recenzja TUTAJ.
Czy kupię ponownie?: NIE
11. Alterra szampon dodający objętości: jeden z ulubionych szamponów Alterry. Jego używanie jest niezwykle przyjemne, ze względu na piękny zapach. Co do działania, nie mam mu nic do zarzucenia. Świetnie myje włosy, nie straszne mu nawet oleje. Nie podrażnia skóry głowy, nie wysusza jej (jak to było w przypadku wersji do włosów farbowanych). Jest niezwykle delikatny, a zarazem skuteczny.
Czy kupię ponownie?: TAK
12. My Secret odżywka do rzęs: nie zrobiła rewolucji na moich rzęsach. Przy dłuższym, regularnym stosowaniu efekty były, jednak nie spektakularne. Różnica była minimalna.
Czy kupię ponownie?: NIE
13. Błyszczyk Essence: dowód na to, że usta w kolorze nude nie są dla mnie. Wyglądałam w nim, jakbym była u kresu swojego życia:) Poza tym, produkt śmierdział, zbierał się w załamaniach ust...
Czy kupię ponownie?: NIE
14. Szminka Avon: ląduje w koszu, ponieważ dożyła sędziwego wieku. Ponadto śmierdzi starą, bazarową szminką. Nie wygląda też ładnie na ustach.
Czy kupię ponownie?: NIE
+ 15. Podkład Max Factor Smooth Effect Foundation: zapomniałam zabrać go do zdjęcia:) Fatalny produkt, niesamowicie ciemnieje na twarzy, tworząc nieestetyczną maskę. Recenzja TUTAJ.
Czy kupię ponownie?: NIE
1. Organiczny olej arganowy ZSK: bardzo dobry produkt, super nawilża i odżywia skórę. Buzia jest po nim gładka i miękka. Nie zapycha i jest niezwykle przyjemny w użytkowaniu.
Czy kupię ponownie?: TAK
2. Organiczny olej makadamia ZSK: również bardzo dobry olejek. Radzi sobie z nawilżaniem i odżywianiem skóry, nie zapychając przy tym porów. Jedyne co lekko mi w nim przeszkadza, to dość specyficzny zapach pieczonego kurczaka:) Ale można się przyzwyczaić...;D
Czy kupię ponownie: Być może TAK
3. Bielenda czarna oliwka dwufazowy płyn do demakijażu oczu: zdecydowanie najlepsza wersja, wśród dostępnych. Świetnie zmywa makijaż, nie podrażnia oczu, nie powoduje efektu mgły oraz nie zostawia nieprzyjemnej, tłustej warstwy.
Czy kupię ponownie?: TAK
4. Alterra olejek migdały i papaja: początkowo używałam go do olejowania włosów i w tej roli sprawdził się całkiem dobrze. Jednak kiedy trafiłam na mój ukochany olejek {KLIK}, alterrę zaczęłam stosować do nawilżania ciała. I był to strzał w dziesiątkę! Olejek pięknie nawilżył skórę, ukoił ją (osoby z AZS wiedzą o czym mówię:)). Ku mojemu zdziwieniu wchłaniał się w ekspresowym tempie, zostawiając skórę gładką i przyjemnie pachnącą.
Czy kupię ponownie?: TAK
5. Perfumy La Rive In Love: uff, wreszcie się skończyły;D Bardzo długo je męczyłam. Zapach początkowo mi się podobał, z biegiem czasu jednak, wywoływał u mnie wstręt i odrzucenie. Perfumy należą do tych z niższej półki (ok. 16 zł), ale są całkiem trwałe.
Czy kupię ponownie?: NIE
6. Maska łopianowa Receptury Babuszki Agafii: kompletnie się u mnie nie sprawdziła. Potwornie puszyła mi włosy, rozluźniała skręt. Więcej w recenzji :)
Czy kupię poniwnie?: NIE
7. Hydrolat z nasion słodkich migdałów: jest to najbardziej nawilżający hydrolat jaki stosowałam. Świetnie odświeża cerę, lekko tonizuje. Jest niezwykle łagodny i delikatny. Świetnie radzi sobie z kojeniem zaczerwienionej czy podrażnionej skóry.
Czy kupię ponownie?: TAK
8. La Roche-Posay Efaclar Duo: Produkt, który bardzo pomógł mojej skórze. Niezwykle dobrze ją oczyścił i sprawił, że pryszcze pojawiają się sporadycznie i znikają w błyskawicznym tempie. Recenzja TUTAJ.
Czy kupię ponownie?: TAK
9. Baza pod cienie Kobo: była w porządku, choć pod sam koniec zrobiła się twarda i ciężko rozprowadzała się na powiekach. Ale pomijając to, nie mogę powiedzieć złego słowa na jej działanie. Świetnie utrzymywała cienie, jej cena nie jest też zbyt wygórowana. Jedyną, i dość poważną wadą, było opakowanie. Niezwykle toporne w obsłudze, trzeba było się nieźle namęczyć aby je porządnie zamknąć (a o 5 rano nie miałam na to najmniejszej ochoty). Poza tym, było wąskie i gdy tylko miałam nieco dłuższe paznokcie, zawsze zbierałam pod nie bazę... Bardzo mnie to drażniło.
Czy kupię ponownie?: Raczej NIE
10. Francuska glinka czerwona: Bardzo nie podobał mi się efekt "sztucznej opalenizny", który zostawiała na twarzy. Poza tym, od glinki wymagam głębszego oczyszczenia. Recenzja TUTAJ.
Czy kupię ponownie?: NIE
11. Alterra szampon dodający objętości: jeden z ulubionych szamponów Alterry. Jego używanie jest niezwykle przyjemne, ze względu na piękny zapach. Co do działania, nie mam mu nic do zarzucenia. Świetnie myje włosy, nie straszne mu nawet oleje. Nie podrażnia skóry głowy, nie wysusza jej (jak to było w przypadku wersji do włosów farbowanych). Jest niezwykle delikatny, a zarazem skuteczny.
Czy kupię ponownie?: TAK
12. My Secret odżywka do rzęs: nie zrobiła rewolucji na moich rzęsach. Przy dłuższym, regularnym stosowaniu efekty były, jednak nie spektakularne. Różnica była minimalna.
Czy kupię ponownie?: NIE
13. Błyszczyk Essence: dowód na to, że usta w kolorze nude nie są dla mnie. Wyglądałam w nim, jakbym była u kresu swojego życia:) Poza tym, produkt śmierdział, zbierał się w załamaniach ust...
Czy kupię ponownie?: NIE
14. Szminka Avon: ląduje w koszu, ponieważ dożyła sędziwego wieku. Ponadto śmierdzi starą, bazarową szminką. Nie wygląda też ładnie na ustach.
Czy kupię ponownie?: NIE
+ 15. Podkład Max Factor Smooth Effect Foundation: zapomniałam zabrać go do zdjęcia:) Fatalny produkt, niesamowicie ciemnieje na twarzy, tworząc nieestetyczną maskę. Recenzja TUTAJ.
Czy kupię ponownie?: NIE
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Aktualizacja włosów - styczeń 2013
Kolejny miesiąc zapuszczania i walki o piękne włosy zakończony. Wraz z upływem stycznia kończy się również akcja wspólnego zapuszczania włosów u frombodytohair. Jestem niezwykle ciekawa jak innym dziewczynom poszło trzymiesięczne zmaganie o długie włosy:)
A dziś u mnie, jak to bywa pod koniec miesiąca, aktualizacja włosów:)
Jakich kosmetyków używałam najczęściej?
* Olejek łopianowy z kiełkami pszenicy i olejkiem jojoba /KLIK/
* Szampon wzmacniający Receptury Babuszki Agafii /KLIK/
* Szampon Eva Natura z czarną rzepą /KLIK/
* Odżywka Isana z olejkiem babassu: do dziś nie mogę pogodzić się z jej wycofaniem;(
* Wcierka przeciw wypadaniu Receptury Babuszki Agafii /KLIK/
* Maska L'Biotica Biovax keratyna+ jedwab
* Maska łopianowa Receptury Babuszki Agafii /KLIK/
Pozdrawiam,
Magdalen...:)
A dziś u mnie, jak to bywa pod koniec miesiąca, aktualizacja włosów:)
Jakich kosmetyków używałam najczęściej?
* Olejek łopianowy z kiełkami pszenicy i olejkiem jojoba /KLIK/
* Szampon wzmacniający Receptury Babuszki Agafii /KLIK/
* Szampon Eva Natura z czarną rzepą /KLIK/
* Odżywka Isana z olejkiem babassu: do dziś nie mogę pogodzić się z jej wycofaniem;(
* Wcierka przeciw wypadaniu Receptury Babuszki Agafii /KLIK/
* Maska L'Biotica Biovax keratyna+ jedwab
* Maska łopianowa Receptury Babuszki Agafii /KLIK/
Pozdrawiam,
Magdalen...:)
piątek, 25 stycznia 2013
Pielęgnacja dłoni z Isaną - porównanie i krótka recenzja trzech kremów do rąk Isana
Zima w pełni. Na zewnątrz intensywnie pada śnieg, tworząc przepiękny krajobraz. Nic tylko podziwiać go zza okna:) Po wyjściu z domu, niestety nie jest już tak pięknie - szczególnie dla naszych dłoni, na które o tej porze roku powinnyśmy zwrócić szczególną uwagę.
Dziś przedstawię Wam kremy, które pomagają moim dłonią przetrwać ten trudny dla nich czas. Dwa z nich są moimi ulubieńcami, trzeci niestety nie spełnia w pełni moich oczekiwań:)
1. Isana rumiankowy krem do rąk:
Co mówi producent?
* rumianek, prowitamina B5 oraz gliceryna pielęgnują ręce oraz podrażnienia
* szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu
* pH przyjazne dla skóry; testowany dermatologicznie
Skład:
Aqua, Isopropyl Palmitate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Polyglyceryl-3 Methyl Glucose Distearate, Octyldodecanol, Butyrospermum Parkii Butter, Paraffinum Liquidum, Stearic Acid, Phenoxy-ethanol, Dimethicone, Panthenol, Parfum, Sodium Hydroxide, Carbomer, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Glycine Soja Oil, Propylparaben, Chamomilla Recutita Exstract, Tocopherol, Bisabolol.
Moja opinia:
Ten krem nie przypadł mi do gustu. Jak widać powyżej, skład nie jest porywająco dobry. Mamy tu silikon, parafinę i sporą ilość parabenów. Tytułowy rumianek znajduje się bardzo nisko, bo na trzeciej od końca pozycji w składzie.
Dziś przedstawię Wam kremy, które pomagają moim dłonią przetrwać ten trudny dla nich czas. Dwa z nich są moimi ulubieńcami, trzeci niestety nie spełnia w pełni moich oczekiwań:)
1. Isana rumiankowy krem do rąk:
Co mówi producent?
* rumianek, prowitamina B5 oraz gliceryna pielęgnują ręce oraz podrażnienia
* szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu
* pH przyjazne dla skóry; testowany dermatologicznie
Aqua, Isopropyl Palmitate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Polyglyceryl-3 Methyl Glucose Distearate, Octyldodecanol, Butyrospermum Parkii Butter, Paraffinum Liquidum, Stearic Acid, Phenoxy-ethanol, Dimethicone, Panthenol, Parfum, Sodium Hydroxide, Carbomer, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Glycine Soja Oil, Propylparaben, Chamomilla Recutita Exstract, Tocopherol, Bisabolol.
Moja opinia:
Ten krem nie przypadł mi do gustu. Jak widać powyżej, skład nie jest porywająco dobry. Mamy tu silikon, parafinę i sporą ilość parabenów. Tytułowy rumianek znajduje się bardzo nisko, bo na trzeciej od końca pozycji w składzie.
Zapach jest całkiem przyjemny, jednak znam znacznie lepiej pachnące kremy do rąk.
Co do działania, to jak wspomniałam wcześniej, jest ono najgorsze spośród prezentowanej dziś trójki.
Co do działania, to jak wspomniałam wcześniej, jest ono najgorsze spośród prezentowanej dziś trójki.
Krem kiepsko nawilża. Nawilżenie jest bardzo lekkie i doraźne. Dla osób z bardzo suchą skórą dłoni, będzie zdecydowanie za słabe.
Poza tym, krem pozostawia "śliską" warstwę na skórze, co nie jest dla mnie zbyt przyjemne (myślę, że to sprawka silikonu i parafiny w składzie).
Wchłania się całkiem szybko, jednak za sprawą tej "powłoczki" na dłoniach, długo zostawiamy tłuste ślady na dotykanych przedmiotach.
2. Isana krem do rąk - kwiat pomarańczy
Co mówi producent?
Isana krem do rąk kwiat pomarańczy o świeżym zapachu pomarańczy i kwiatu pomarańczy został opracowany specjalnie do pielęgnacji suchej skóry dłoni. Bogata formuła pielęgnująca z masłem kakaowym, pantenolem i gliceryną intensywnie rozpieszcza dłonie. Dopełnieniem kompozycji pielęgnującej jest wysokowartościowy olej z pestek moreli. Krem do rąk łatwo się rozprowadza, szybko wchłania, nie pozostawiając na skórze klejącej się warstewki. Bez olejów mineralnych, silikonów, parabenów.
Skład:
Aqua, Glycerin, Isopropyl Palmitate, Glyceryl Stearate Se, Ethylhexyl Stearate, Cetyl Alcohol, Butylene Glycol, Phenoxyethanol, Theobroma Cacao Butter, Panthenol, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Octyldodecanol, Sodium Cetearyl Sulfate, Acrylates/C10-30 Akryl Acrylate Crosspolymer, Parfum, Ethylhexylglycerin, Copernica Cerifera Cera, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Flower Extract, Propylene Glycol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Liminene, Buthylphenyl, Methylpropional, Geraniol, Linalool.
Moja opinia:
Krem ten niezwykle przypadł mi go gustu. Skład jest lepszy od poprzednika, co daje się zauważyć w jego działaniu.
Zapach jest piękny, mocno wyczuwalna jest tytułowa pomarańcza z domieszką lekkiej goryczy. Niestety, ta niezwykle przyjemna woń, nie utrzymuje się zbyt długo na dłoniach.
Krem jest niezwykle lekki, a zarazem bardzo dobrze nawilżający. Konsystencja jest rzadka, przez co wchłania się w mgnieniu oka, pozostawiając skórę miękką i przyjemną w dotyku. Produkt ten nie zostawia tłustej/śliskiej warstwy na dłoniach, co jest dla mnie znaczącą cechą W kilka sekund po aplikacji możemy przejść do normalnych czynności, nie brudząc przy tym całego otoczenia:) Idealny krem na dzień, do torebki.
3. Isana intensywny krem do rąk z 5 % mocznikiem
Co mówi producent?
* pielęgnacja i ochrona dla bardzo suchej skóry
* z zawartością cennego urea, masła shea, jak również wartościowych substancji czynnych takich jak panthenol i wosk pszczeli
* szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze
* pH przyjazne dla skóry - przebadany dermatologicznie
* przechowywać w temperaturze pokojowej
Skład:
Aqua, Glycine Soja Oil, Glycerin, Urea, Sodium Lactate, Cetyl Alcohol, Stearic Acid, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Pakii Butter, Cera Alba, Panthenol, Carbomer, Parfum, Phenoxyethanol, Sodium Hydroxide, Xanthan Gum, Linalool, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Geraniol, Ethylhexylglycerin, Limonene.
Moja opinia:
Ten to dopiero daje turbo nawilżenie:D
Zaczynając od krótkiej analizy składu, można dostrzec iż jest on najkrótszy ze wszystkich prezentowanych dzisiaj kremów, jak również jest najbardziej treściwy.
Zapach jest delikatny, całkiem przyjemny, nie utrzymuje się jednak zbyt długo na dłoniach po aplikacji.
Konsystencja tego kremu jest niezwykle tłusta i ciężka. Aby całkowicie wchłonąć się w skórę, potrzebuje trochę czasu (dłonie nie pochłaniają go w tak ekspresowym tempie, jak wersji z pomarańczą). Dlatego, używanie go jako kremu na dzień, nie jest zbyt komfortowe. Ale nałożenie go grubszą warstwą na noc, daje nieprawdopodobne nawilżenie i odżywienie skóry. Dłonie wyglądają jak nowe:D Dawka nawilżenia jest wręcz zjawiskowa, dlatego krem ten stał się moim niekwestionowanym ulubieńcem wśród kosmetyków do "nocnej regeneracji";)
Podsumowując, pierwsze miejsce zajmują ex aequo krem do rąk z pomarańczą jako lekki, a zarazem skuteczny dzienny nawilżacz, oraz krem z 5% mocznikiem, jako nocny pogromca suchych i zniszczonych dłoni. Ostatnie miejsce w moim "mini" rankingu zdobywa krem z rumiankiem, ze względu na kiepskie właściwości pielęgnujące i nieprzyjemną silikonowo-parafinową osłonkę na dłoniach...
Pozdrawiam,
Magdalen...:)
Wchłania się całkiem szybko, jednak za sprawą tej "powłoczki" na dłoniach, długo zostawiamy tłuste ślady na dotykanych przedmiotach.
2. Isana krem do rąk - kwiat pomarańczy
Co mówi producent?
Isana krem do rąk kwiat pomarańczy o świeżym zapachu pomarańczy i kwiatu pomarańczy został opracowany specjalnie do pielęgnacji suchej skóry dłoni. Bogata formuła pielęgnująca z masłem kakaowym, pantenolem i gliceryną intensywnie rozpieszcza dłonie. Dopełnieniem kompozycji pielęgnującej jest wysokowartościowy olej z pestek moreli. Krem do rąk łatwo się rozprowadza, szybko wchłania, nie pozostawiając na skórze klejącej się warstewki. Bez olejów mineralnych, silikonów, parabenów.
Skład:
Aqua, Glycerin, Isopropyl Palmitate, Glyceryl Stearate Se, Ethylhexyl Stearate, Cetyl Alcohol, Butylene Glycol, Phenoxyethanol, Theobroma Cacao Butter, Panthenol, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Octyldodecanol, Sodium Cetearyl Sulfate, Acrylates/C10-30 Akryl Acrylate Crosspolymer, Parfum, Ethylhexylglycerin, Copernica Cerifera Cera, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Flower Extract, Propylene Glycol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Liminene, Buthylphenyl, Methylpropional, Geraniol, Linalool.
Moja opinia:
Krem ten niezwykle przypadł mi go gustu. Skład jest lepszy od poprzednika, co daje się zauważyć w jego działaniu.
Zapach jest piękny, mocno wyczuwalna jest tytułowa pomarańcza z domieszką lekkiej goryczy. Niestety, ta niezwykle przyjemna woń, nie utrzymuje się zbyt długo na dłoniach.
Krem jest niezwykle lekki, a zarazem bardzo dobrze nawilżający. Konsystencja jest rzadka, przez co wchłania się w mgnieniu oka, pozostawiając skórę miękką i przyjemną w dotyku. Produkt ten nie zostawia tłustej/śliskiej warstwy na dłoniach, co jest dla mnie znaczącą cechą W kilka sekund po aplikacji możemy przejść do normalnych czynności, nie brudząc przy tym całego otoczenia:) Idealny krem na dzień, do torebki.
3. Isana intensywny krem do rąk z 5 % mocznikiem
Co mówi producent?
* pielęgnacja i ochrona dla bardzo suchej skóry
* z zawartością cennego urea, masła shea, jak również wartościowych substancji czynnych takich jak panthenol i wosk pszczeli
* szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze
* pH przyjazne dla skóry - przebadany dermatologicznie
* przechowywać w temperaturze pokojowej
Skład:
Aqua, Glycine Soja Oil, Glycerin, Urea, Sodium Lactate, Cetyl Alcohol, Stearic Acid, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Pakii Butter, Cera Alba, Panthenol, Carbomer, Parfum, Phenoxyethanol, Sodium Hydroxide, Xanthan Gum, Linalool, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Geraniol, Ethylhexylglycerin, Limonene.
Moja opinia:
Ten to dopiero daje turbo nawilżenie:D
Zaczynając od krótkiej analizy składu, można dostrzec iż jest on najkrótszy ze wszystkich prezentowanych dzisiaj kremów, jak również jest najbardziej treściwy.
Zapach jest delikatny, całkiem przyjemny, nie utrzymuje się jednak zbyt długo na dłoniach po aplikacji.
Konsystencja tego kremu jest niezwykle tłusta i ciężka. Aby całkowicie wchłonąć się w skórę, potrzebuje trochę czasu (dłonie nie pochłaniają go w tak ekspresowym tempie, jak wersji z pomarańczą). Dlatego, używanie go jako kremu na dzień, nie jest zbyt komfortowe. Ale nałożenie go grubszą warstwą na noc, daje nieprawdopodobne nawilżenie i odżywienie skóry. Dłonie wyglądają jak nowe:D Dawka nawilżenia jest wręcz zjawiskowa, dlatego krem ten stał się moim niekwestionowanym ulubieńcem wśród kosmetyków do "nocnej regeneracji";)
Podsumowując, pierwsze miejsce zajmują ex aequo krem do rąk z pomarańczą jako lekki, a zarazem skuteczny dzienny nawilżacz, oraz krem z 5% mocznikiem, jako nocny pogromca suchych i zniszczonych dłoni. Ostatnie miejsce w moim "mini" rankingu zdobywa krem z rumiankiem, ze względu na kiepskie właściwości pielęgnujące i nieprzyjemną silikonowo-parafinową osłonkę na dłoniach...
Pozdrawiam,
Magdalen...:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)













